Wieści

Jak przekonać Polaków do uchodźców?

Polska przyjmie dwa tysiące uchodźców z objętej działaniami wojennymi Syrii oraz państw afrykańskich. 20 lipca wiceminister spraw wewnętrznych Roman Strachańczyk poinformował w Brukseli, że do Polski może trafić 1100 osób przebywających obecnie w obozach dla uchodźców we Włoszech i w Grecji oraz kolejne 900 osób spoza UE, czyli z obozów w Jordanii, Libanie czy Turcji. Choć liczba uchodźców, na którą zgodziła się Polska, nie jest szczególnie wysoka, to jednak samo nagłośnienie kwestii uchodźczej wzbudziło poważne lęki, szczególnie wśród mieszkańców okolic, w których ulokowane zostaną ośrodki dla uchodźców.
Jednym z miejsc, które przyjmie znaczną liczbę uchodźców z Syrii, jest ośrodek w Rybakach nad Jeziorem Łańskim. W ośrodku tym do lipca 2015 mieszkali Ukraińcy z objętego wojną Donbasu.

Kilka dni temu miałem okazję rozmawiać z mieszkańcami jednej z okolicznych wsi, którzy zdają się wyraźnie zaniepokojeni faktem, że ich sąsiadami będą niedługo imigranci spoza Europy. O ile Ukraińcy nie budzili tu sprzeciwu – w rozmowie podkreślano ich wysokie wykształcenie i kulturalne zachowanie – tak muzułmańscy uchodźcy budzą lęki rozmaitej natury. Mieszkańcy mazurskiej wsi szczególnie obawiają się o miejsca pracy w regionie, ale też o swoje bezpieczeństwo.

Lęki te są jednak bezpodstawne i zdają się odbijać tendencję, którą od lat obserwujemy w badaniach. O ile Ukraińcy postrzegani są przez Polaków zdecydowanie pozytywnie, a postawy wobec nich były szczególnie życzliwe w czasie konfliktu z Rosją, tak Arabowie – czy szerzej – muzułmanie, należą do najbardziej nielubianych przez Polaków grup mniejszościowych. Czemu tak się dzieje? Najprawdopodobniej za wizerunek muzułmanów odpowiada proste niedoinformowanie. W zasadzie jedynym źródłem wiedzy na temat muzułmanów są media, a bezpośrednich kontaktów z tą grupą mniejszościową brakuje. Badania prowadzone przez Ulricha Wagnera z Uniwersytetu w Marburgu pokazują, że islamofobia jest najsilniejsza właśnie tam, gdzie nie ma okazji do codziennego kontaktu – a cała wiedza o muzułmanach pochodzi z mediów. Komunikaty medialne są bowiem mocno zniekształcone – szczególną uwagę przywiązując do zamachów, terroru czy wojny.

Rzadko widzimy w telewizji muzułmańskich uczonych, muzyków czy pisarzy. Uwaga mediów skupiona jest raczej na tym co negatywne. W niedawnych analizach, które przeprowadził Daniel Geschke z Uniwersytetu w Jenie, zauważono, że intensywne oglądanie mediów prywatnych prowadzi do zwiększenia niechęci wobec muzułmanów. Oglądanie niemieckiej telewizji publicznej, która nie epatuje widzów scenami przemocy i terroru, nie wpływało tak silnie na postawy niemieckiej większości wobec muzułmanów.

Skoro nasze wyobrażenia na temat muzułmanów są tak silnie naznaczone przez komunikaty medialne, to jak można przekonać Polaków, że ich nowymi sąsiadami nie będą przecież terroryści i mordercy – a ludzie uciekający przez kataklizmem wojny? Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy w badaniach prowadzonych wspólnie z Mateuszem Olechowskim i Johanną Vollhardt z Uniwersytetu Clark w Stanach Zjednoczonych. Próbowaliśmy sprawdzić, czy pewien szczególny element polskiej tożsamości narodowej, jakim są doświadczenia wojny i cierpienia, może mieć pozytywny wpływ na stosunek do uchodźców. Badanie to było częścią większego projektu działań w społeczności lokalnej Łomży, które prowadziła fundacja „Ocalenie”.

W Łomży do niedawna funkcjonowały dwa duże ośrodki dla uchodźców, a w ostatnich latach doszło tam do nasilenia konfliktu między społecznością lokalną a uchodźcami z Czeczenii. Mieszkańcy Łomży, za pośrednictwem jednego z posłów Prawa i Sprawiedliwości, zaczęli domagać się od rządu usunięcia Czeczenów z Łomży. W którymś momencie doszło do pobicia dwóch łomżyńskich Czeczenek, a uchodźcy zaczęli się obawiać o swoją sytuację. W tym momencie przystąpiliśmy do działania z Fundacją Ocalenie. Pierwsze badanie, które przeprowadziliśmy w Łomży wykazało jeden zasadniczy czynnik, który odpowiadał za niechęć do uchodźców. Otóż wszelka pomoc dla uchodźców była udzielana w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, a zatem w tym samym miejscu, gdzie po świadczenia udawali się najubożsi mieszkańcy miasta.

To oczywiście rodziło napięcia – w tym stosunkowo biednym mieście powstało wrażenie, że uchodźcy „żerują na opiece socjalnej” – choć tak naprawdę środki dla uchodźców pochodziły z zupełnie innej puli i nie uszczuplały środków dostępnych dla najuboższych Polaków. Co więcej, osoby ubiegające się o status uchodźcy otrzymywały wyższą pomoc niż najbiedniejsi Polacy. Badania wykazały, że Łomżynianie nie zdają sobie sprawy z politycznych przyczyn stojących za sytuacją uchodźców – i postrzegali wszystkich Czeczenów jako imigrantów ekonomicznych, którzy przejadają środki przyznawane najuboższym mieszkańcom miasta.

Badanie zidentyfikowało jednak jeden ważny czynnik, który zdawał się poprawiać nastawienie mieszkańców Łomży: poczucie wspólnoty cierpień. Johanna Vollhardt w swoich badaniach prowadzonych w wielu regionach świata – od Afryki Środkowej do Stanów Zjednoczonych – wykazała, że historia cierpień własnego narodu może mieć dwoiste konsekwencje. Wszystko zależy od tego, jak postrzegamy te cierpienia. Większość z nas postrzega je partykularnie – uważamy, że tylko nasz naród jest prawdziwą ofiarą historycznych niegodziwości. Można jednak skłonić ludzi do skoncentrowania uwagi na wspólnocie ofiar: skoro nas krzywdzono, to stajemy się bardziej wrażliwi na los innych krzywdzonych osób. Badania prowadzone w Łomży wykazały spory potencjał takich przekonań: osoby, które dostrzegały, że Czeczenów spotyka dziś podobny los, jaki przeszłości również dotknął Polaków, były w efekcie znacznie bardziej gotowe do zaakceptowania uchodźców w swoim otoczeniu.

Drugim pozytywnym czynnikiem, który zidentyfikowaliśmy, był kontakt. Okazało się, że o ile wielu ludzi faktycznie widuje uchodźców w swoim otoczeniu, to niezwykle mało było okazji do rozmów czy nawiązania głębszych znajomości. A bez takich znajomości nie ma szans na poprawę postaw, jak przekonują liczne badania psychologów społecznych. Uznaliśmy więc, że klucz do poprawy postaw Łomżynian tkwi w kontakcie, w uświadomieniu wspólnoty cierpień oraz co najważniejsze: w trafieniu do najuboższych mieszkańców Łomży, którzy czują się najbardziej poszkodowani w związku z obecnością Czeczenów.

Na tej podstawie Fundacja Ocalenie przeprowadziła szereg działań zaadresowanych do społeczności lokalnej. Po pierwsze należało dotrzeć do najuboższych Łomżynian, czyli do tych, którzy postrzegają uchodźców jako zagrożenia dla własnej sytuacji materialnej. Dlatego właśnie przeprowadzono szereg działań skierowanych do uboższej młodzieży – choćby zajęcia z mieszanych sztuk walki (MMA), ulubionego sportu niepokornych chłopców z biednych miast. Zwieńczeniem tych zajęć była wizyta największej gwiazdy MMA, Mameda Chalidowa – Czeczena reprezentującego Polskę i triumfującego w międzynarodowych zawodach. Do tego doszła jeszcze akcja wolontariatów w ośrodku dla uchodźców, w których uczestniczyli łomżyńscy uczniowie. W ten sposób udało się doprowadzić do pogłębionego kontaktu z uchodźcami – czyli takiego, który zmienia postawy. Nawet jeśli w rodzinie był tylko jeden wolontariusz, to zmieniało to nastawienie jego rodziców, rodzeństwa a nawet czasem dziadków.

Ostatnią kwestią, którą należało poruszyć w oddziaływaniach skierowanych do społeczności lokalnej, była sprawa wspólnoty cierpień. Mieszkańcy Łomży nie wiedzieli bowiem skąd pochodzą uchodźcy i czemu do nas trafili. Dlatego też w mieście zorganizowano wystawę zdjęć, pokazujących trudny los Czeczenów i historię wojny, którą mają za sobą. Świadomość, że wielu z nich jako dzieci doświadczyło brutalności ze strony Rosjan, a czasem wręcz straciło swoich najbliższych w czasie konfliktu – uświadamiała, że Czeczeni nie trafili do nas przypadkowo. Szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej, którą historyk Timothy Snyder trafnie nazywa „skrwawionymi ziemiami”, pamięć cierpień, wywózek, mordów i czystek etnicznych jest wyjątkowo świeża. Pamięć ta pozwala zaakceptować również dzisiejszych uchodźców.

W najbliższych miesiącach w Polsce z pewnością będzie się wiele mówiło i pisało o kwestii uchodźców. Warto przy tej okazji wspomnieć o dobrych praktykach – choćby takich jak działania w Łomży, które pozwoliły zażegnać konflikt w tym niewielkim mieście. Istnieją bowiem dobrze znane psychologom mechanizmy naprawy postaw. A jeśli chcemy uczynić Polskę miejscem gościnnym dla uchodźców, warto najpierw popracować nad postawami i przekonaniami Polaków.

Dr hab. Michał Bilewicz jest psychologiem społecznym. Wykłada na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje Centrum Badań nad Uprzedzeniami. Interesuje się problematyką uprzedzeń, konfliktów i dehumanizacji.

Więcej na ten temat: Vollhardt, J. R., Bilewicz, M., i Olechowski, M. (2015). Victims under siege: Lessons for Polish-Jewish relations and beyond. W: E. Halperin i K. Sharvit (red.) The Social Psychology of Intractable Conflicts, tom I (str. 75-87). Nowy Jork: Springer.

foto: ZouZou/shutterstock.com

Wstecz

comments powered by Disqus