Wieści

Dziecięcy daltonizm

Profesor Michael Ramscar ze Stanford University od lat zgłębia zagadnienia związane z uczeniem się mowy. Przez kilka ostatnich lat badał rozmaite komponenty tego złożonego zjawiska. Analizował m.in. to, jak ludzie uczą się rozróżniania i nazywania kolorów. Chciał się dowiedzieć ile małe dzieci wiedzą o kolorach, kiedy nabywają taką wiedzę i jak pomóc im robić to szybciej.

Ramsacar w trakcie swoich badań przeprowadził m.in. banalny eksperyment. Maluchy w wieku 2-3 lat proszono o wskazanie konkretnego koloru, bez mylących odcieni jak np. róż i czerwień. Dla dorosłych to bułka z masłem, ale po kilku miesiącach badań okazało się, że dzieci, które odpowiadały bezbłędnie, można było liczyć na palcach jednej ręki... Te wyniki były dość zaskakujące, bowiem przed eksperymentem większość rodziców badanych dzieciaków uważała, że ich pociechy świetnie radzą sobie z rozpoznawaniem kolorów. „To świetnie, moje dziecko rozpoznaje kolory bezbłędnie” – tak dorośli reagowali najczęściej na opis eksperymentu. Potem, już w trakcie badania, rodzice widząc swoje raz po raz mylące nazwy kolorów, wpadali w osłupienie. Na ich twarzach malowała się mieszanka szoku i przerażenia, niektórzy nie mogli się powstrzymać przed poprawianiem dziecka... Aż wreszcie z ich ust wydobywało się dramatyczne pytanie: „czy moje dziecko jest daltonistą?”.

Faktycznie, większość 2-3-latków ma problemy z rozróżnianiem kolorów. Psychologowie dowiedli, że nawet po kilku godzinach ćwiczeń z nazywania kolorów, wiedza i umiejętności maluchów w tym zakresie znacząco nie wzrastają. To dziwne biorąc pod uwagę ile dzieci w tym wieku już potrafią – jeździć na rowerze, ubierać się, czytać proste komiksy…

To, że coś dorosłym wydaje się proste, nie oznacza, że takie jest. Rozpoznawanie kolorów nie jest wrodzone - dowodem na to jest fakt, że kategorie kolorów nie są uniwersalne we wszystkich kulturach. Dla przykładu w języku Himba (plemię z Namibii) zoozu to określenie na kolory znane u nas jako czarny, zielony i fioletowy, a serandu to równocześnie róż, purpura i czerwień. Sytuację komplikuje też fakt, że kolory są wszędzie. Wyobraź sobie, że dziecko uczy się odróżniać psa od niedźwiedzia. To nie jest trudne - zwierzęta wyglądają inaczej, nie pojawiają się w tych samych kontekstach. Ale kiedy dziecko uczy się kolorów i pokazujesz mu czerwony (spójrz, to czerwony sweterek), to w zasięgu jego wzroku znajduje się jeszcze co najmniej kilka braw (kolor ściany, telewizora, dywanu etc.). Ta powszechność wprowadza zamęt i dlatego dzieci szybciej uczą się rzeczowników niż kolorów.

Zamęt wprowadza też używanie przymiotników oznaczających kolor przed rzeczownikami – „Patrz, czerwony balon”, zamiast „Spójrz, ten balon jest czerwony”. Dlaczego to ma znaczenie? W trakcie konwersacji musimy śledzić główny wątek rozmowy. Często robimy to wzrokowo i dzieci też tak robią. Jeśli najpierw powiesz nazwę przedmiotu, skierujesz uwagę dziecka na temat rozmowy i łatwiej będzie mu się zorientować o który kolor chodzi. Badacze sprawdzili tę teorię eksperymentalnie i faktycznie okazało się, że używanie rzeczowników jako pierwszych przyspieszało naukę kolorów.

A tutaj macie prostą zabawę, dzięki które możecie sprawdzić jak Wam idzie rozpoznawanie kolorów, polegającą na uszeregowaniu odcieni barw w zależności od ich nasycenia:
http://joemonster.org/link/pokaz/42233/Online_Color_Challenge

Oprac. (marga) na podstawie sicentificamerican.com http://www.scientificamerican.com/article/why-johnny-name-colors/
foto: shutterstock.com/

Wstecz

comments powered by Disqus