Wieści

Łaska spełnionego życia

Ksiądz Jan Twardowski (1915 –2006 ) –  był jednym z najbardziej znanych polskich poetów współczesnych. To z jego wiersza pochodzi słynny cytat „Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą”.  Jego najbardziej znane tomiki to min.  „Znaki ufności”, „Niebieskie okulary”, „Który stwarzasz jagody”, „Nie przyszedłem pana nawracać”, „Patyki i patyczki”, „Zeszyt w kratkę”.

Stanisław Żak, Piotr Żak: – Czy jest recepta na dobre życie?

Ks. Jan Twardowski: – Odpowiem tak: w ludzkich kategoriach Pan Jezus miał zupełnie nieudane życie. No bo, co osiągnął? Uzdrowił paru chorych, ale majątku nie miał, Piłata nie nawrócił, a jeszcze krótko żył i umarł na krzyżu. Czyli nie zdobył właściwie nic. Ale jednocześnie trudno o życie bardziej spełnione. Jezus doznał bowiem tej łaski, że do końca spełnił Boży plan dotyczący Jego życia.

– A więc tą receptą jest możliwość wypełnienia woli Bożej?
– Tak. I muszę Panom powiedzieć, że chyba otrzymałem tę łaskę. Mam bowiem w sobie przekonanie, a właściwie pewność, że żyję zgodnie z wolą Boga. I przyjmuję ten Boży plan z wdzięcznością. Trzeba to po prostu poczuć i zrozumieć. Ktoś na przykład spotyka się po latach z przyjaciółmi ze szkoły. Ten jest lekarzem, tamten inżynierem, jeszcze inny robi wielkie interesy. A on co? Skromny mechanik. I robi mu się wstyd. Ale on nie rozumie, że spełnił to, czego chciał od niego Bóg. Jednak żeby to zrozumieć, potrzebna jest wiara. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to jego życie będzie zawsze nieudane, bo sprowadzi wszystko do materii, do dóbr materialnych, do siebie, do ciała. Człowiek myśli wtedy: „Ja bym na pewno lepiej ten świat urządził”, a więc stawia siebie na miejscu Stwórcy. No i urządza sobie swój świat według własnego widzimisię. Tylko co mu z tego wychodzi? Ludzie chcą, żeby nie było cierpienia, nie było śmierci. Jednak nie pomyślą, że wtedy by się podusili. Największym nieszczęściem człowieka jest przekonanie, że może urządzić świat lepiej od Pana Boga.

– Czy zatem unikanie cierpienia jest grzechem?

– Tak, bo to jest unikanie Boga, stawianie się na Jego miejscu. Ja tego nie rozumiem.

– Czy Ksiądz spotkał ludzi, którzy się śmierci nie bali?
– Moją pierwszą penitentką była dwunastoletnia dziewczynka, która umierała jak dojrzały, mądry człowiek. Do dziś mam w pamięci jej obraz. I nie wiadomo, skąd to jej przyszło. Przecież nikt jej tego nie nauczył. To było dla mnie wielkie przeżycie i wielka nauka. Szedłem nastawiony, że będę ją pocieszał, przekonywał, a to ona mnie wytłumaczyła, czym jest śmierć. Uważam, że ludzie sami dojrzewają do śmierci, że nie trzeba im nic mówić. Więcej można wtedy popsuć niż pomóc. Jak ktoś umiera, to on dobrze o tym wie. Jak ja mam go przekonywać, że na pewno nie umrze, skoro on już dojrzał do śmierci?

– Taka dojrzałość do śmierci nie jest czymś powszechnym.
– Bo to jest szczególny rodzaj łaski. Ludzie modlą się o łaskę dobrej śmierci, ale warto się też pomodlić o łaskę dojrzałej śmierci.

– W zeszłym roku zmarła bliska nam osoba, która na głos modliła się o śmierć. Czy to był przejaw dojrzałości do śmierci?
– Jeśli ta modlitwa była szczera, to na pewno tak. Ale proszę zwrócić uwagę na następującą rzecz. Dojrzałe podejście do śmierci jest charakterystyczne dla ludzi starszych, a nie dla młodych. Młodzi jakby w ogóle nie pamiętają o śmierci. Oni nie mają jej poczucia, im się wydaje, że będą wiecznie żyć.

– A może ryzykanctwo młodych ludzi jest zagłuszaniem lęku przed śmiercią?

– Nie, oni po prostu nie zdają sobie sprawy z jej istnienia. Głębsza refleksja nad nią przychodzi dopiero z latami albo wtedy, kiedy młody człowiek przekona się, że ona naprawdę istnieje, bo na przykład zabrała jego przyjaciela.

– Czy życie pełnią życia, a więc doświadczanie radości i smutków, wzniosłych uczuć i głębokiego cierpienia, jest przejawem łaski Boga? Czy takie życie jest dostępne każdemu?

– No cóż, ja mam taką chorobę zawodową, że wszędzie widzę łaskę Boga. Ale myślę, że to jest łaska, szczególnie gdy człowiek świadomie przeżywa te wszystkie doznania. Bóg przecież kocha nas, ludzi, a czyni to poprzez drugiego człowieka. Jeśli mam tego świadomość, to gdy obdarzam uczuciem drugą osobę, która mnie kocha, to jest to już inne uczucie, bo wiem, że odwzajemniam miłość Bożą. No, ale mówię: ja wszystko sprowadzam do Boga.

– Powiedział Ksiądz, że Bóg kocha nas przez innych ludzi. Czy wobec tego możliwe jest zbliżenie się do Niego bez ich pomocy?
– Według mnie nie. Musimy pamiętać, że Bóg przyszedł na świat przez człowieka, a nie np. przez anioła. To jest cała Jego mądrość. Jeśli odtrącimy od siebie innych ludzi, to tak, jakbyśmy odtrącali od siebie samego Boga. Staję się samotny wtedy, gdy sam odchodzę od ludzi, a nie gdy oni odchodzą ode mnie.

– Ale współczesnym ludziom towarzyszy coraz więcej lęków. Czy to świadczy o tym, że wiara w nich upada?
– Myślę, że nie. Lęk jest czymś naturalnym. Człowiek boi się zazwyczaj czegoś nowego, czego nie jest w stanie przewidzieć. Ale boi się też i cierpienia, i tego, że mu będzie zimno.

– Czy mogę być pewien, że Bóg mnie bezpiecznie przeprowadzi?

– To nie jest tak. Bóg to nie jest pogotowie czekające tylko na to, żeby mi pomóc. Oczywiście będzie przy mnie obecny w trudnych chwilach, ale ja muszę sam doświadczyć różnych rzeczy. Podstawową sprawą jest uświadomienie sobie, że dla nas wierzących nie ma nieszczęść, są tylko cierpienia, czyli doświadczenia, zadania do wykonania. I najważniejsza rzecz, którą koniecznie trzeba sobie uświadomić i zrozumieć: cierpienie, którego doświadczamy, zbliża nas do cierpiącego Chrystu-sa. Zazwyczaj uważamy, że jeśli cierpimy, to Bóg nas karze, a my nie rozumiemy za co. A przecież cierpienie jest powołaniem, jest wybraniem człowieka do współpracy z Chrystusem. I to jest cała wielka mądrość Ewangelii. Podkreślam – Ewangelii, bo w Starym Testamencie cierpienie jest traktowane jako kara za grzechy. A tymczasem jest to wielkie powołanie. No, ale do zrozumienia tego potrzebne było przyjście na świat Jezusa.

– Dziecięcy zespół Arka Noego śpiewa w jednej z piosenek, że każdy może być świętym.
– Ja uważam, że to nie człowiek jest święty, tylko Bóg. A człowiek ma dostęp do łaski świętości, jeśli pozwala Bogu przez siebie przejść, nie przeszkadza Mu działać. I wtedy o takim człowieku mówimy, że jest świętym.

– Czy to znaczy, że Bóg nie jest w każdym człowieku?

– Oczywiście, że jest. Po chrzcie jest w każdym z nas. Ale człowiek potrafi Boga wyrzucić z siebie – poprzez egoizm, kłamstwa, nienawiść do drugiego.

– Czy zatem można powiedzieć, że osiąganie świętości przez człowieka jest świadomym działaniem?

– Czasem tak, ale częściej nie. Już powiedziałem, że człowiek staje się świętym w oczach innych ludzi, jeśli pozwala Bogu działać, pozwala Mu przez siebie przejść. Może nawet o tym Jego działaniu nie wiedzieć, ale jeśli jest uczciwy, dobry, życzliwy, to Onwłaśnie przez niego działa. A jak ciekawe jest to, że Bóg przyszedł na świat przez człowieka i jak bardzo człowiek jest wciąż potrzebny Bogu! To jest niezwykłe: Bóg jest przecież wszechmogący, a jednak prosi o miłość człowieka. To wielki paradoks, ale o Bogu właściwie można mówić tylko paradoksami. Mówimy na przykład, że Bóg jest dobry. Ale co to znaczy? W ludzkich kategoriach On wcale nie jest dobry. Więc trzeba znaleźć inny sposób, aby o Nim mówić. I tylko paradoksy dają taką możliwość.

– Z tego, co Ksiądz powiedział, można wysnuć wniosek, że Bóg stworzył człowieka, bo go potrzebował.
– Ja myślę, że tak właśnie było. Bóg dał człowiekowi wolną wolę i stał się żebrakiem o jego miłość. To są właśnie te paradoksy o Bogu, w tym jest Jego wielkość. Myślę sobie, że poezja religijna, tak wspaniała, jak np. w polskim baroku, powstała po to, aby oddać te paradoksy o Bogu. Człowiek nie ma doskonalszego narzędzia do ich opisu niż poezja.

– Czy Ksiądz ma poczucie, że jego życie jest spełnione?

– Wydaje mi się, że na starość jestem jeszcze bardziej wierzący niż przedtem, że bardziej dostrzegam działanie Boga.

foto: Lindsay Helms/shutterstock.com


Wstecz

comments powered by Disqus