Wieści

Między tronem a ołtarzem

Z badania dowiadujemy się, że zdecydowana większość Polaków akceptuje obecnie obowiązujący model stosunków państwo – Kościół. W opracowaniu sondażu znajdujemy jednak zastrzeżenie. Dotyczy ono sformułowania pytania, które brzmiało: czy rażą Cię. Nawet jeśli coś „nie razi”, nie musi stanowić normy czy być pożądane. Np. mogą nas nie razić krzyże w budynkach publicznych, ale gdybyśmy mieli odpowiedzieć na pytanie, czy krzyże powinny wisieć w klasach szkolnych lub w sali obrad Sejmu, to niektórzy (spośród tych, których to „nie razi”) nie odpowiedzieliby pozytywnie – wyjaśnia raport CBOS.

O komentarz do niego poprosiliśmy dr hab. Pawła M. Sochę, psychologa religii i duchowości z Uniwersytetu Jagiellońskiego: – Niekiedy ludzie, zwłaszcza wykształceni i o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym, nawet nie podejrzewają, jak naprawdę myślą, jakie mają preferencje i jak się zachowują ludzie stanowiący tzw. milczącą większość. To właśnie Oni (70, a czasem blisko 90 procent). Wyniki sondażu mogą nas dziwić, ponieważ ujawniają przychylność nie tylko wobec religii, lecz i Kościoła oraz wszystkiego, co wynika z jego zasad, symboli i obrzędowości. Dobrym przykładem przemożnego wpływu Kościoła i jego przedstawicieli w Polsce są kościelne śluby, chrzciny i pogrzeby. „Milcząca większość” – i nie tylko ona – nie potrafi zaspokoić „potrzeby rytuału” w inny niż religijny sposób, i to konkretnie ten, znany „z dziada pradziada”. W każdym razie nikomu nie udało się stworzyć świeckiego, lepszego niż religijny, rytuału czczącego narodziny, najważniejsze zdarzenie w życiu, i śmierć. To zresztą nie tylko kwestia formy. Poprzez rytuał i jego symbolikę przebija się – tak czy inaczej rozumiana – wieczność.

Amerykańscy socjologowie Rodney Stark i William Sims Bainbridge nazywają jej formy kompensatorami. Słabością konsekwentnego ateizmu jest ich brak. „Milcząca większość” to także większość nieświadoma, dlaczego nie razi jej religijna symbolika w miejscach niemających nic wspólnego z religią, religijny sztafaż państwowych uroczystości, religia w szkole, a nawet politykierstwo części kleru. Trochę tak jak w czasach feudalizmu „wszyscy” sądzili, że wszelka władza naprawdę pochodzi od Boga, co miało legitymizować każdą władzę i „nikt” nie wyobrażał sobie awansu chłopa na króla. To mogło się zdarzyć tylko w baśni. Czego nie jest świadoma statystyczna większość? Tego, że rytuał nie wymaga rozumienia wszystkich sensów, ale działa – i to jak! Wspomniana wyżej wieczność jest wyczuwana silniej lub słabiej, mimo nieświadomego albo półświadomego jej charakteru. Taka nieświadomość nie jest żadnym powodem do wstydu. Podstawowym jej powodem nie jest głupota ani lenistwo sięgania po wiedzę – po Prawdę.

Antropolog Ernest Becker nazwał to „zaprzeczaniem śmierci”, a psychologowie Sheldon Solomon, Jeff Greenberg i Tom Pyszczynski przeprowadzili szereg eksperymentów ukazujących skutki przypominania ludziom o śmierci. Z powodów etycznych nie dowodzili eksperymentalnie skutków jej zaprzeczania. Znamy je wszyscy z obserwacji – przemoc i zbrodnie to niestety także powszechne rezultaty „niemyślenia” o śmierci i przemijaniu.
Wypowiedź pochodzi z majowego wydaniu CHARAKTERÓW - magazyn do nabycia w Empikach, wybranych punktach sprzedaży i na www.sklep.charaktery.eu





















































foto: lightpoet/shutterstock.com
Alicja Buczkowska-Socha

Wstecz

comments powered by Disqus