Wieści

„Mali giganci” - program szkodliwy dla dzieci?

Widowisko skrytykowała min. Dorota Zawadzka, znana z innego programu telewizyjnego „Superniania”, która na swoim blogu napisała: Przemilczę niektóre wypowiedzi jury, bo słowa cisnące się pod palce nie nadają się do  upubliczniania. Kilka „wyborów”– świadczyło także o tym, że w programie nie chodzi o umiejętności, ale o to by wygrał ten, kto trudniej zniósłby porażkę. No i oczywiście ten, kto potrafi „podlizać się” „wysokiej komisji”. Zabawa na całego, szkoda, że kosztem dzieci. No ale przecież, ktoś przypomni, że to program rozrywkowy. 

Oczywiście, ale to nie powinno oznaczać „wszystkie chwyty dozwolone”.  (...) nieważne, że dziewczynka MA talent i naprawdę pięknie śpiewa, bo wygrywa chłopiec, który „bajeruje” dorosłych, choć fałszuje koszmarnie. Realizator stara się, na szczęście unikać pokazywania zbyt wielu płaczących dzieci, bo choć łzy z reguły podnoszą oglądalność, to widzowie niekoniecznie lubią oglądać dziecięce małe tragedie. Ale to pierwszy odcinek, łez na pewno nie zabraknie, bo nawet jedna z jurorek zapowiada na wstępie, że „będzie ryczeć”.


O komentarz na temat programu poprosiliśmy Krzysztofa Śliwińskiego, psychologa współpracującego z Charakterami i Psychologią w Szkole.


Krzysztof Śliwiński: Uczestnicy „Małych gigantów” stawiani są w roli małych celebrytów. Niewątpliwie program, wzmacnia w ten sposób wiodący nurt wspólczesnej popkultury, który zapewnia poklask osobom znanym z tego, że są znane. Zapewne z tego powodu, od jego uczestników wymaga się by zachowywali się w „dorosły” sposób -  potrafili dobrze się zaprezentować, celnie ripostować jurorom i prowadzącym show. Natomiast dzieci, które mają trochę inną naturę – są zgodniejsze, cichsze, zostają po drugiej stronie ekranu telewizora, bo w formule programu nie ma dla nich miejsca. Powstaje dystans między grupą bardziej żywą, a tą która życie odbiera nieco inaczej.

Dlatego koncepcja widowiska wydaje mi się niestosowna, ponieważ wyklucza ona z udziału w nim osoby, którym wcale na popularności nie zależy albo nie mają talentów, które można by w telewizji zaprezentować jako coś wyjątkowego. Np. 10-latek, który nie potrafi tańczyć ani śpiewać może – oglądając „Małych gigantów” - pomyśleć sobie, że coś z nim jest nie w porządku. To buduje także przekonanie w młodych widzach, że tylko określone, ekstrawertywne, zachowania są nagradzane, promowane, na inne nie ma zaś miejsca. Dodatkowo dorośli, którzy oglądają program, wyrabiają w sobie poczucie, że tylko gwiazdorstwo jest wartością. Nauczyciel będzie zatem jeszcze bardziej promował aktywnego ucznia, rodzic zaś myślał, że jego ciche dziecko jest kimś, kto nie poradzi sobie w życiu.

Ponadto takie show może być ryzykowne przede wszystkim dla psychiki dzieci, które w nim uczestniczą ponieważ w ten sposób mogą wykształcić w sobie przekonanie, że uzyskanie popularności, pojawianie się w telewizji jest czymś, co w życiu ma jakąś szczególną wartość. Tego typu programy zakładają, że ktoś zwycięża, ale też przegrywający są ważni, bo dostarczają publiczności pożywki do krytyki, czy nawet wyszydzania. Ten rys kultury – szydzenie z innych – uważam za bardzo niebezpieczny. Wiele osób godzi się na to, żeby zostać poniżonym i odbiera to jednak jako przejaw medialnej popularności.

Przypuszczam też, że rodzice zgłaszając swoje dzieci do udziału w tym programie, liczą że za ich pośrednictwem uda im się spełnić jakieś własne niezrealizowane marzenia i pragnienia, czego oni sami kiedyś – z braku czasu, zdolności czy pieniędzy nie mogli doświadczyć. Często w ludziach dorosłych pozostaje tęsknota, że czegoś w przeszłości nie spróbowali, choć mieli na to ochotę i mogliby dzięki temu osiągnąć coś ważnego dla siebie. W tym przypadku „Mali giganci” mogą zatem uruchamiać mechanizm, prowadzący poniekąd do tego, że dzieci stają ofiarami własnych rodziców, którzy próbują zrealizować swoje niespełnione marzenia. Odnoszę też wrażenie, że dziś bardzo mocno chcemy coś pokazać, wyróżnić, zabłysnąć. Ten program to dla rodziców też okazja ku temu. Dzięki uczestnictwu dziecka w widowisku rodzice wysyłają w świat przekaz, że sami są wyjątkowi, świetni i wybitni. Skoro bowiem dziecko odnosi sukces w programie, to jest to zasługą również rodziców.

Program jest oznaczony jako dozwolony od lat 12. Jego uczestnicy są jednak młodsi. Skąd zatem to ograniczenie? Czyżby uznano, że jest w nim jednak coś niewskazanego dla najmłodszych widzów? Być może pojawiła się jednak u kogoś obawa, że ta zafałszowana rzeczywistość programu – dużo światła, bajkowość scenografii widowiska - może być na tyle atrakcyjna dla najmłodszych telewidzów, że nie będą oni w stanie odróżnić programowej fikcji od realiów życia.

Krzysztof Śliwiński jest psychologiem, psychometrą, trenerem i popularyzatorem psychologii. Współpracuje z Pracownią Testów Psychologicznych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Prowadzi warsztaty rozwoju osobistego.

foto: In Green/shutterstock.com





Wstecz

comments powered by Disqus