Wieści

Niewolnicy Europy

PAULINA PAJĄK: – Szacuje się, że od 2000 roku do dziś aż 23 tysiące osób zginęło, próbując przekroczyć granice Unii Europejskiej. Żyjemy w „Twierdzy Europa” – tak jak zatytułował Pan jeden ze swych wstrząsających dokumentów.
FERNAND MELGAR:
– W moich dokumentach staram się pokazać prawdziwą twarz migrantów. Chcę być świadkiem, który przekazuje to, co widzi, tak wiernie, jak to możliwe.
Sam jestem synem migrantów. Moi rodzice przyjechali do Szwajcarii w latach sześćdziesiątych, w czasie ogromnie trudnym dla przybyszów. Nie pozwolono im migrować z dziećmi – oczekiwano, że będą pracować, a potem wrócą do swoich krajów. Oczywiście wielu nie miało innego wyjścia, jak tylko nielegalnie przekroczyć granicę wraz dziećmi. Tak było też z moją rodziną. Przybyłem do Szwajcarii jako nielegalny migrant – należę do „pokolenia  z szafy”. Całe dzieciństwo spędziliśmy, ukrywając się w rozmaitych kryjówkach...  (...)

 Pana filmy pokazują, że migranci to ludzie tacy jak my, z codziennymi marzeniami i dramatami.
– Żywo interesują mnie kwestie migrantów, a zwłaszcza możliwość przywracania im twarzy i podmiotowości. (...) Portretuję ukryty świat i „niewidzialnych ludzi”, których nie spotyka się na co dzień. Kiedy romska rodzina śpi w samochodzie, zaparkowanym przy jednej z bocznych ulic, ludzie mijają ich obojętnie. Większość przechodniów nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta rodzina śpi w tym samochodzie niemal każdej mroźnej zimowej nocy. W naszym kraju nadal są dzieci, dla których jedynym domem jest stary samochód...

W przejmujący sposób pokazuje Pan, że romskie dzieci „z samochodu” próbują żyć zwyczajnie. Chłopcy grają na automatach, dziewczynki eksperymentują z makijażem. (...) W filmie „Schron” pokazuje jednak również Pan ukryte życie, które toczy się w schronisku dla bezdomnych imigrantów w Lozannie.
– Przed wejściem do betonowego bunkra co noc rozgrywa się ten sam dramatyczny rytuał. Tylko kilkadziesiąt osób „wybranych” spośród oczekującego tłumu zostanie wpuszczonych do środka, by za niewielką opłatą otrzymać ciepły posiłek i łóżko do spania. Pracownicy schroniska mają trudne zadanie – to od nich zależy, kto znajdzie schronienie, a kto spędzi zimową noc na bruku, nie mogą przekroczyć wyznaczonych limitów miejsc. Najpierw wpuszczają kobiety i dzieci, dla mężczyzn pozostaje zwykle niewiele łóżek. Rodziny zostają więc rozdzielone. Migranci, dla których nie znalazło się miejsce, próbują przeżyć kolejną noc...

To portret Szwajcarii w której Pan mieszka czy całej Europy?
– Kiedy pracuję nad filmem, staram się opowiadać o wielkiej historii poprzez małe, indywidualne opowieści. A zatem „Schron” pokazuje, jak traktujemy migrantów w Szwajcarii, ale też w całej Europie. Mój film mówi przede wszystkim o tym, w jaki sposób kraje zachodnie zamykają się na przybyszów. „Schron” portretuje bunkier w Lozannie, ale jest też metaforą wyspy Lampedusa, u wybrzeży której toną tysiące afrykańskich migrantów. Widzowie zostają skonfrontowani z pytaniem: co możemy zrobić, by na świecie było mniej takiego cierpienia?

Jest Pan nazywany „sumieniem szwajcarskiego kina”. W filmie „Schron” widzimy migrantów, którzy cierpią w kafkowskim systemie prawnym – a jednak zadają pytania o sens życia i cierpienia.
– Mam nadzieję, że moje filmy dotykają egzystencjalnych kwestii, z którymi wszyscy musimy się zmierzyć. (...) Każdą społeczność można zamknąć w pewnych ramach. I stwierdzić: ci ludzie się w nich mieszczą, tamci – „niesformatowani” – zostaną wyrzuceni poza nawias. Chcę pytać ludzi, czym tak naprawdę jest „normalność” w naszym społeczeństwie? Jestem przekonany, że w dzisiejszym świecie, skoncentrowanym na wynikach i osiągnięciach, ogromnie potrzebujemy ludzi uważanych za „słabszych”, by pełniej rozumieć złożoną rzeczywistość. Powracają do nas dylematy eugeniki...  Już w ubiegłym wieku pojawili się zwolennicy „ulepszania” ludzi, a naziści przemienili ten plan w koszmarną karykaturę. Boję się, że pewnego dnia to piekło może powrócić. Dlatego staram się, by każdy mój film był lustrem, w którym możemy się przejrzeć. (...)
Chciałbym, żeby ludzie nie omijali romskiej kobiety, która stoi przed nimi na chodniku –  by dostrzegli, że to człowiek z krwi i kości, a przede wszystkim z własną twarzą. W Szwajcarii, kiedy w telewizji mówi się o problemach i mniejszościach społecznych, nie pokazuje się twarzy – często są cyfrowo zamazane. Mam poczucie, że migranci „bez twarzy” przypominają tych z populistycznych plakatów. Obcy to owce, kruki i szczury... nigdy istoty ludzkie.
Dlatego staram się budować od nowa porozumienie między ludźmi. Nie chodzi o to, by dali pieniądze bezdomnym Romom, ale by umieli spojrzeć im w oczy. Potworne rzeczy dzieją się, gdy zostają zerwane więzi między ludźmi, kiedy już nie sposób dojrzeć człowieka w odartym z człowieczeństwa kształcie, powtarzanym w nieskończoność na ulicznych plakatach i w mediach. To prosta droga do wykluczenia grup mniejszościowych i rozpadu społeczeństwa.
***
Fernand Melgar, urodził się w Tangerze, w rodzinie hiszpańskich uchodźców, którzy wyemigrowali do Szwajcarii. Reżyser samouk i producent niezależnych filmów eksperymentalnych i reportaży. Autor ponad dwudziestu cenionych dokumentów, takich jak  „Twierdza”, nagrodzona Złotym Lampartem, czy „Lot specjalny”, który otrzymał Nagrodę WATCH DOCS 2011. W tym roku jego najnowszy film „Schron” będzie pokazywany w różnych miastach Polski w ramach festiwalu WATCH DOCS.

zdjecie
Tekst jest fragmentem wywiadu, który w całości można przeczytać w kwietniowych „Charakterach” - do nabycia w wybranych punktach sprzedaży i na www.sklep.charaktery.eu. Ten numer - w części nakładu -  ze specjalnym dodatkiem - książką „Droga do ojca”


Niegościnne schronienie
W swoim nowym filmie „Schron” Fernand Melgar portretuje społeczność migrantów szukających szansy na nowe życie w jednym z najbogatszych państw świata – Szwajcarii. Ten dokument to dobitne oskarżenie społeczeństwa zamykającego się w swoim dobrobycie.

fot: J.Bjorgvinsson UNHCR

Wstecz

comments powered by Disqus