Wieści

Redaktorka „Charakterów” nominowana do prestiżowej nagrody dziennikarskiej

Dr Dorota Krzemionka jest zastępcą redaktora naczelnego „Charakterów”, pracuje również w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Do tegorocznej edycji Nagrody zgłoszonych zostało 160 wywiadów autorstwa 82 dziennikarzy. Nominacje uzyskało 15 osób. O tym. kto otrzyma tegoroczną Nagrodę przekonamy się 28 kwietnia. Nagroda im. Barbary N. Łopieńskiej, w wysokości 10 tys. zł, przyznawana jest od 2004 roku. Powstała z inicjatywy redakcji, z którymi Barbara Łopieńska – wybitna dziennikarka – była związana i gdzie przez lata publikowała swoje artykuły i wywiady. Twórcy nagrody – POLITYKA, „Res Publica Nowa”, „Gazeta Wyborcza”, „Tygodnik Powszechny”, „Viva!”, „Twój Styl” oraz „Press” – chcą nagradzać dziennikarstwo przenikliwe, błyskotliwe, nieagresywne, trudną sztukę prowadzenia rozmowy. Kapitułę tworzą przedstawiciele wymienionych redakcji.

Kaganiec „muszę”
(fragment rozmowy)

Dorota Krzemionka: Pamiętam opowieść o tym, jak profesor Tullio Scrimali, nauczyciel terapii poznawczej, spytał uczestników szkolenia, czy byliby szczęśliwi, gdyby mieli pewność, że będą żyli do 2250 roku? Okazało się, że dla niewielu osób była to dobra wiadomość.
Agnieszka Popiel: – Większość stwierdziła: „Zaraz, zaraz, ale czy w zdrowiu? Z tym partnerem czy z innym?”. Tęsknimy, by mieć pewność, a gdy ją nawet zyskujemy, dodajemy kolejne warunki. Przypomnijmy sobie, czy kiedy spotkaliśmy miłość naszego życia, mieliśmy pewność, że to właśnie ona? Większość uzna, że to był szczęśliwy zbieg okoliczności. Skoro akceptujemy przypadek jako coś, co przynieść może szczęście, to dlaczego jesteśmy tak wybiórczy?

Mówimy, że szczęścia nam brak, a zarazem przegapiamy wiele takich szczęśliwych przypadków, tracimy kolejne okazje w życiu. Dlaczego?

– Unikanie, omijanie różnych sytuacji życiowych jest wspólnym mianownikiem życiowych strat. Nie wysyłamy na czas podania o pracę, odkładamy to, aż jest za późno. Nie idziemy na spotkanie z kimś, bo z góry wiemy, co powie i co o nas pomyśli.

Na pewno uzna mnie za osobę nudną albo głupią...
– Właśnie. Potknę się, nie będę czegoś wiedzieć, zaczerwienię się i rozmówca pomyśli o mnie źle – to po co w ogóle zaczynać rozmowę? Powodem takich zachowań jest myślenie, które je poprzedza – terapeuci poznawczy nazywają to czytaniem w myślach. Z góry wiemy, co inni o nas sądzą, co do nas czują. Spytałam kiedyś pacjentkę, która narzekała na swoje małżeństwo, po czym poznałaby, że mąż ją kocha. Po tygodniu przyszła i mówi: „To było niezłe pytanie. Doszłam do wniosku, że biedak nie ma szans, by udowodnić, że mnie kocha. Nawet gdyby się dla mnie zabił, uznałabym, że to dlatego, że jestem nieznośna i nie mógł już ze mną wytrzymać”. Skoncentrowani na sobie i naszych scenariuszach, zamykamy się na różne sposoby, w jakie inni okazują nam sympatię. Terapeuci par są świadkami wielu takich nieporozumień, gdy on okazywał jej miłość, naprawiając samochód i napełniając bak, a ona myślała, że tylko w kwiatach wyraża się uczucia.

PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ ROZMOWY

Wstecz

comments powered by Disqus