Wieści

Uzależnieni od netu - ofiary cyfrowej demencji

Prof. MANFRED SPITZER, jest psychiatrą i neurobiologiem, doktorem nauk medycznych i filozofii. Od 1998 roku dyrektor Uniwersyteckiej Kliniki Psychiatrycznej w Ulm. Kieruje również Centrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauki i Edukacji (ZNL), prowadzącym badania w obszarze neurodydaktyki. W języku polskim ukazały się jego książki Jak się uczy mózg oraz Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci. Prowadzi popularny program telewizyjny „Geist&Gehirn” (Rozum i Mózg), nadawany przez niemiecki kanał Bayern Alpha.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: – Pisze Pan o „cyfrowej demencji” dzieci i młodzieży. Krytycy Pańskich tez uważają ten termin za nietrafiony lub wręcz… absurdalny, wszak demencja jest chorobą wieku starczego.
MANFRED SPITZER
: – Określenie „cyfrowa demencja” nie jest moim wynalazkiem. Zaproponowali je ponad sześć lat temu południowokoreańscy lekarze, opisując występujące u młodych mężczyzn dolegliwości: zakłócenie uwagi, problemy z pamięcią, objawy zmęczenia, bezsenność i depresję. Wszyscy ci pacjenci spędzali wyjątkowo dużo czasu na korzystaniu z mediów cyfrowych. Ja również posługuję się terminem „cyfrowa demencja”, ponieważ chcę zwrócić uwagę na długofalowe skutki korzystania z nowoczesnych technologii i mediów.

Skutkiem jest „pozbawianie rozumu siebie i naszych dzieci”, jak sugeruje Pan w podtytule swojej książki?
– Owszem. Odciążanie pamięci dzięki wykorzystywaniu cyfrowych mediów lub „chmury” nie tylko prowadzi do mniej intensywnej pracy mózgu, lecz także zmniejsza gotowość do zapamiętywania tego, co dzieje się wokół nas. Gdy wiemy, że przechowujemy daną rzecz w jakimś miejscu, przestajemy „zawracać sobie nią głowę”.
Psychologowie pracujący w nurcie psychologii postaci już przed prawie dziewięćdziesięciu laty badali wpływ „napięcia” wywołanego nierozwiązanymi zadaniami na tzw. pole psychiczne jednostki. Mimo że nie wiedziano wtedy jeszcze nic na temat hipokampa, kory mózgowej, ciała migdałowego, dopaminy, pamięci roboczej, uwagi czy procesów indukcyjnych lub dedukcyjnych, poziom prowadzonych eksperymentów był wysoki! Odkryto, że niezrealizowany cel zapamiętujemy średnio prawie dwa razy lepiej niż to, co już osiągnęliśmy. Nie dziwmy się zatem, że kiedy po zakończeniu pracy z komputerem klikamy „zapisz”, nazajutrz nie pamiętamy zbyt wiele z tego, co robiliśmy dzień wcześniej. Oczywiście nie dotyczy to wyłącznie mediów cyfrowych. Informacja zapisana na kartce również nie wymaga dokładnego zapamiętania.

Jednak w przypadku korzystania z mediów cyfrowych to zjawisko jest silniejsze?
– „Zachęcający” charakter tych mediów sprawia, że funkcji „zapisz” używamy dosyć lekkomyślnie, wszak w każdej chwili możemy wszystko ponownie odnaleźć w sieci. Z czasem pozbawiamy się w ten sposób fachowej wiedzy, tak bardzo potrzebnej do rozsądnego obchodzenia się z internetem. To z kolei odbiera nam możliwość samodzielnego myślenia – w sieci i nie tylko – oraz korzystania z własnej pamięci, dorośli uczą się bowiem dzięki poszerzaniu istniejącej wiedzy o nowe informacje. Przyjmując taką postawę wobec internetu i przyzwyczajając się do takiego korzystania z sieci, pozbywamy się ostatecznie kontroli nad własnym myśleniem.

Od jakiej granicy wiekowej uznałby Pan kontakt z cyfrowym światem za „niegroźny” dla rozwoju dziecka?

– Precyzyjne określenie takiej granicy wyłącznie na podstawie badań naukowych wydaje się dość trudne. Uważam jednak, że daleko nam dzisiaj do zachowania rozsądnej granicy wieku. Wiele badań dowodzi jednoznacznie, że nieograniczone korzystanie z komputera przez piętnastolatka wpływa negatywnie na jego wyniki w nauce. Zakładam więc, że wiek „graniczny” mieści się między 15. a 18. rokiem życia. Wielu osobom może wydać się to mocno przesadzone, bo przecież cyfrowe media oferuje się dziś już dwulatkom. Dlatego podkreślam jeszcze raz: nie dysponujemy na razie żadnymi wynikami badań, które potwierdzałyby korzystny wpływ cyfrowych mediów na rozwój dzieci i młodzieży. Istnieje za to mnóstwo badań na temat zagrożeń i skutków ubocznych – tym większych, im młodszy użytkownik takich mediów.

Według prof. Gary’ego Smalla z UCLA korzystanie z internetu w podeszłym wieku wpływa korzystnie na stan umysłu i zapobiega rozwojowi demencji. Co Pan na to?
– To oczywiste, że osoby starsze, korzystając z nowych technologii, mogą zaspokajać ciekawość i dzięki temu zachować otwartość i sprawność umysłową. Ale badania naukowe nie wykazały dotąd, by programy komputerowe mające trenować mózg i tym samym zapobiegać powstawaniu demencji rzeczywiście przynosiły takie skutki. Zdolności ćwiczone w ten sposób nie znajdują zastosowania w życiu codziennym.

Występuje Pan niekiedy jako biegły sądowy w sprawach dotyczących przemocy fizycznej, a nawet zabójstw. Czy media cyfrowe, zwłaszcza gry akcji, mogą mieć wpływ na poziom agresji i przemocy wśród młodych ludzi?
– Badania potwierdzają jednoznacznie, że obecność przemocy w mediach prowadzi do jej narastania w realnym świecie. Wielogodzinny kontakt z przemocą w programach telewizyjnych i filmach, a zwłaszcza w grach komputerowych, prowadzi do spadku wrażliwości na realną przemoc i wzrostu gotowości użycia siły fizycznej.

Może Pan podać inne negatywne dla zdrowia i psychiki konsekwencje intensywnego obcowania młodych ludzi z mediami elektronicznymi?
– Z badań przeprowadzonych w Szwecji wiemy, że intensywny kontakt z elektronicznymi mediami prowadzi do bezsenności, zmęczenia i depresji. Zakłada się, że przyczyną tych dolegliwości jest stres, którego podstawowym źródłem jest utrata kontroli. Cyfrowe media potęgują stres, ponieważ w coraz większym stopniu przejmują nad nami kontrolę. Ostatecznie rezygnujemy z wolności i odpowiedzialności za własne życie na rzecz „wszystkomających” telefonów, tabletów i innych multimedialnych gadżetów. Portale społecznościowe zastąpiły wielu ludziom rzeczywiste kontakty, a ponieważ kompetencji społecznych uczymy się w grupie, można sobie wyobrazić, jak fatalne są skutki zastąpienia monitorem i klawiaturą spotkań z ludźmi w realu. I ten problem staje się coraz poważniejszy, bo teraz młodzi ludzie w coraz większym stopniu przenoszą swoje życie do rzeczywistości wirtualnej. W USA nastolatki przed monitorem komputera spędzają ponad dziesięć godzin dziennie, w Niemczech około 7,5 godziny. Powtarzam jeszcze raz: to nie może pozostawać bez wpływu na ich życie!

Skoro fakty są tak dramatyczne i alarmujące, dlaczego nie są podejmowane żadne globalne działania profilaktyczne? Czy takie działania wymagałyby zmian, na jakie nie są jeszcze gotowi ani politycy i pedagodzy, ani rodzice?
– Dla rodziców, nauczycieli i wychowawców to nie jest nowy problem. Stykają się z nim na co dzień także pediatrzy. Przemysł medialny nie jest zainteresowany działaniami profilaktycznymi, bo przecież rosnące uzależnienie młodych ludzi od cyfrowych technologii jest źródłem ogromnych dochodów. Politycy zaś są zakładnikami mediów.

Co możemy zatem zrobić sami, aby ustrzec przed „cyfrową demencją” siebie i nasze dzieci?
– Powinniśmy korzystać z cyfrowych mediów z umiarem. Telewizor czy komputer nie mogą zastępować dziecku opiekuna! Nie pozwólmy też, by naszym życiem rządziły smartfony i iPady. Nie wprowadzajmy komputerów do szkół, dopóki nie zbadamy dokładnie ich wpływu na rozwój uczniów. Z dotychczasowych badań wynika, że wpływają one negatywnie na proces uczenia się. Podobnie jak jeżdżenie samochodem nie sprzyja naszej kondycji fizycznej, tak samo nauka liczenia za pomocą kalkulatora wcale nie poprawia naszych umiejętności liczenia w pamięci. 
***
Tekst jest fragmentem wywiadu z Manfredem Spitzerem, który ukazał się w „Charakterach” 11/2013
foto: Mila Supinskaya/shutterstock.com


Wstecz

comments powered by Disqus