Wieści

10 kwietnia 2010 - co naprawdę pamiętamy?

Wierzymy, że skoro coś pamiętamy, to na pewno tak właśnie było. Ufamy naszym wspomnieniom. Traktujemy pamięć wręcz jak urządzenie do zapisywania, przechowywania i odtwarzania przeszłości. Coś takiego jak magnetofon lub magnetowid. Metafora taka wydaje się bardzo kusząca. I wierzymy, że podobnie jak w magnetowidzie wystarczy wcisnąć klawisz „Play” i mamy dostęp do zapisu danego zdarzenia. A jeśli taśma nie znalazła się w pobliżu silnego pola magnetycznego, zapis na niej jest identyczny jak na początku. Na podobnej zasadzie sądzimy, że wspominane zdarzenie przebiegało dokładnie tak, jak teraz jawi się nam w pamięci. Czy słusznie?

Wybitny psycholog poznawczy, Ulric Neisser, wspominał moment, gdy dowiedział się o ataku na Pearl Harbour. Pamiętał, że ta wiadomość zastała go w trakcie śniadania. Słuchał wówczas transmisji meczu baseballa. Transmisja została przerwana i spiker poinformował o japońskim nalocie. To wspomnienie było bardzo żywe.
Po ponad 40 latach od ataku na Pearl Harbour, Ulric Neisser pisał artykuł na temat efektu lampy błyskowej. Jego nazwa wywodzi się stąd, że nasza pamięć automatycznie zapisuje obrazy sytuacji, w których zdarzyło się coś ważnego. Co więcej, wydaje się, że zapisuje je w bardzo dokładny i wierny sposób. Można powiedzieć, że taki zapis pamięciowy przypomina zdjęcie zrobione z użyciem lampy błyskowej. To właśnie ten efekt prowadzi do powstania niezwykle żywych wspomnień. Pisząc o nim, Neisser nieoczekiwanie stwierdził, że jego wspomnienie było całkiem błędne. Uświadomił sobie, że przecież w grudniu – a wtedy nastąpił japoński atak – nie mogły odbywać się mecze baseballowe!

Efekt lampy błyskowej
Zapewne każdy z nas wiele razy widział obraz samolotów uderzających w World Trade Center, ludzi biegnących w stronę kamery i chmury pyłu po zawaleniu się wieżowców. Polacy z kolei pamiętają wzruszającą scenę z uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II, kiedy silny wiatr na Placu św. Piotra zamknął Biblię leżącą na trumnie. Taki obraz powtarzany wielokrotnie może odnawiać powiązany z nim ślad pamięciowy dotyczący sytuacji, w której otrzymaliśmy informację o tragicznych zdarzeniach go poprzedzających.

Efekt lampy błyskowej pojawia się w odniesieniu do zdarzeń, które wywoływały silne emocje negatywne. Takim zdarzeniem była śmierć papieża, a także innych osób powszechnie znanych.

Catrin Finkenauer, psycholog z Vrije Universiteit w Amsterdamie, stwierdziła, że ważną rolę Ważną role w w powstawaniu efektu lampy błyskowej odgrywa zaskoczenie, które prowadzi do powstania silnej reakcji emocjonalnej. Szokujące informacje stają się powszechnie znane dzięki mediom, to z kolei uruchamia refleksję nad szokującym zdarzeniem, czyli prowadzi do powtarzania tych informacji przez samą jednostkę. W rezultacie towarzyszą temu silne procesy emocjonalne, które nie wygasają w miarę upływu czasu.

Co telewizja pokazała
Media karmią naszą pamięć w specyficzny sposób. Wpływa on na sposób zapamiętywania zdarzeń. Po pierwsze, informacje na temat jakiegoś zdarzenia mogą być powtarzane wielokrotnie, czasem setki razy. Łacińskie przysłowie Repetitio mater studiorum est (Powtarzanie jest matką studiowania) sugeruje, że takie powtarzające się informacje powinny być szczególnie dobrze pamiętane. A jednak wielokrotne oglądanie medialnych obrazów wcale nie musi przekładać się na lepszą pamięć samego zdarzenia. Co więcej, powtarzające się informacje rozpoznajemy jako już nam znane i w związku z tym nie następuje ich ponowne, głębsze kodowanie. Paradoksalnie, takie informacje mogą wywoływać w nas uczucie znudzenia. Stwierdzamy „Przecież to już było...” i przestajemy zwracać uwagę na ciąg dalszy. W efekcie przetwarzamy te informacje w powierzchowny sposób i nie zostawiają w nas trwalszych śladów.

Po drugie, informacje przekazywane przez media cechuje wysoka kompresja czasowa. Zdarzenie mogło być rozciągnięte w czasie, a relacja o nim trwa nie więcej niż kilka minut. Łatwo się o tym przekonać, kiedy osobiście uczestniczyliśmy w jakimś zdarzeniu, a następnie oglądamy relację o nim. Zazwyczaj mamy dostęp tylko do relacji i wtedy żywimy błędne przekonanie, że coś trwało niewiele dłużej niż pokazywała to telewizja.?

Po trzecie, reguły realizacji telewizyjnej wymuszają specyficzny sposób przedstawiania jakiegoś zdarzenia. Dlatego relacje ze zdarzenia w różnych kanałach telewizyjnych stają się coraz bardziej podobne do siebie. Co więcej, podobieństwo dotyczy relacji nawet z różnych zdarzeń: pokazuje się je w podobnym planie i czasie, podobny komentarz im towarzyszy. W efekcie rodzi się w nas przekonanie, że świat jest taki, jakim ukazuje go telewizja. Informacje na temat zdarzeń relacjonowanych przez media cechuje wysoki poziom schematyzacji i standaryzacji. W konsekwencji wspomnienia ulegają ujednoliceniu i zawartość naszej pamięci zaczyna przypominać przeżutą papkę. Świat traci swoje indywidualne właściwości i wszyscy stajemy się mimowolnymi widzami w spektaklu urządzonym według sprawdzonych recept.

Po czwarte, media przedstawiają te elementy, które mogą maksymalnie skupić uwagę odbiorców. Najczęściej są to wiadomości o negatywnym wydźwięku. Poranione ciała, ofiary rozerwane w wyniku zamachu to codzienny pokarm dla odbiorców telewizyjnych newsów.

Po piąte, nawet wtedy, kiedy rzekomo pokazywany jest obraz na żywo, pojawiają się ingerencje realizatorów lub przedstawicieli tajnych służb. Ze względów bezpieczeństwa nie pokazuje się pewnych fragmentów zdarzeń. Do dziś nie ujawniono zapisów filmowych przedstawiających człowieka, który przed wyborami podkładał atrapy bomb w Warszawie. Po zamachu na londyńskie metro 7 lipca 2005 telewizja BBC pokazywała ciągle ten sam fragment działań służb ratowniczych. Widzowie odnosili wrażenie, że uczestniczą na bieżąco w tym zdarzeniu, choć de facto oglądali „zapis historyczny”, świeży, ale zawsze historyczny.

Amalgamat ze strzępów zdarzeń
Badania nad efektem lampy błyskowej pokazują, że nawet niezwykle żywe wspomnienia nie zawsze są prawdziwe. Nasza pamięć działa i musi działać w sposób produktywny. Czasem w pamięci zostają nam jedynie strzępy jakiegoś zdarzenia. Z owych strzępów próbujemy odtworzyć całe zdarzenie, ale owo odtworzenie może zawierać błędy lub być niepełne. Wspomnienie zazwyczaj bywa amalgamatem różnych informacji – zarówno tych, które kiedyś faktycznie zapamiętaliśmy, jak i innych, zawartych w schematach poznawczych (kiedy przypominam sobie, co jadłem na śniadanie parę dni temu, przychodzi mi najpierw na myśl to, co zwykle jadam na śniadanie), w naszych oczekiwaniach (jak się wtedy zachowałem? – na pewno w sposób uczciwy), a także takich, które pojawiły się całkiem niedawno, np. zostały wszczepione nam w pamięć za pomocą sugerujących pytań.

Rzadko jednak mamy okazję sprawdzić, tak jak Neisser, prawdziwość naszych wspomnień. Zazwyczaj dotyczą one zdarzeń z naszego życia, które nie zostały opisane w prasie. Nie towarzyszyły im błyski fleszy, tłumy reporterów. Bywa, że w ogóle nie ma świadków tego, co nam się przytrafiło. A jeśli nawet obecne są inne osoby, to przecież ich pamięć może być równie zawodna jak nasza.?

Tomasz Maruszewski

(Oprac. dar na podstawie art. Kadry żywe i fałszywe z „Psychologii Dziś”, 2/2008)
foto: Fer Gregory/shutterstock.com



Wstecz

comments powered by Disqus