Wieści

Niewolnicy Europy

PAULINA PAJĄK: – Czarne owce, kruki, buty maszerujące po narodowej fladze czy zamaskowane postacie w czadorach – takie portrety migrantów można od lat zobaczyć na szwajcarskich ulicach. Biało-czerwone plakaty populistycznych partii wiszą w każdym zakątku kraju. Pana filmy pokazują, że migranci to ludzie tacy jak my, z codziennymi marzeniami i dramatami.
FERNARD MELGAR: – Żywo interesują mnie kwestie migrantów, a zwłaszcza możliwość przywracania im twarzy i podmiotowości. Moje kino jest gestem na rzecz demokracji: próbuję wiernie sportretować rzeczywistość, a nie przekonać ludzi do moich poglądów. Chodzi o to, by społeczeństwo mogło zobaczyć inny obraz tych, których przedstawia się na plakatach jako czarne owce czy kruki. W moich filmach konfrontuję ich z istotami ludzkimi, żyjącymi w nędzy i cierpieniu w samym środku jednego z najbogatszych krajów na świecie.
Portretuję ukryty świat i „niewidzialnych ludzi”, których nie spotyka się na co dzień. Kiedy romska rodzina śpi w samochodzie, zaparkowanym przy jednej z bocznych ulic, ludzie mijają ich obojętnie. Większość przechodniów nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta rodzina śpi w tym samochodzie niemal każdej mroźnej zimowej nocy. W naszym kraju nadal są dzieci, dla których jedynym domem jest stary samochód…

Czy uważa Pan, że europejskie społeczeństwa otworzą się w końcu na uchodźców i azylantów?
– Nie wiem. Ale ludzie są migrantami, odkąd nasi przodkowie wyruszyli w pierwszą wielką wędrówkę. Dziś – w czasach nazywanych wiekiem mobilności – zaledwie jedna trzecia światowej populacji może poruszać się swobodnie po świecie. Inni nie mają wyboru – muszą pozostać tam, gdzie się urodzili. To nie jest fair. Nie chodzi o to, by wszyscy ludzie przyjechali do Europy, ale by mieli prawo wyboru swojego miejsca na ziemi.

W „Schronie” jest przestrzeń na refleksje i emocje. Stopniowo poznajemy jego bohaterów – z obcych zmieniają się w ludzi, których chętnie zaprosilibyśmy do siebie. Czy sądzi Pan, że film przełoży się na takie spotkania w prawdziwym świecie?

– Mam nadzieję, że zmieni on nie tylko nasz sposób myślenia o migrantach, ale to, jak patrzymy na przechodniów. Chciałbym, żeby ludzie nie omijali romskiej kobiety, która stoi przed nimi na chodniku – by dostrzegli, że to człowiek z krwi i kości, a przede wszystkim z własną twarzą. W Szwajcarii, kiedy w telewizji mówi się o problemach i mniejszościach społecznych, nie pokazuje się twarzy – często są cyfrowo zamazane. Mam poczucie, że migranci „bez twarzy” przypominają tych z populistycznych plakatów. Obcy to owce, kruki i szczury… nigdy istoty ludzkie.
Dlatego staram się budować od nowa porozumienie między ludźmi. Nie chodzi o to, by dali pieniądze bezdomnym Romom, ale by umieli spojrzeć im w oczy. Potworne rzeczy dzieją się, gdy zostają zerwane więzi między ludźmi, kiedy już nie sposób dojrzeć człowieka w odartym z człowieczeństwa kształcie, powtarzanym w nieskończoność na ulicznych plakatach i w mediach. To prosta droga do wykluczenia grup mniejszościowych i rozpadu społeczeństwa.

Rozmawiała Paulina Pająk.

Fernand Melgar urodził się w Tangerze, w rodzinie hiszpańskich uchodźców, którzy wyemigrowali do Szwajcarii. Reżyser samouk i producent niezależnych filmów eksperymentalnych i reportaży. Autor ponad dwudziestu cenionych dokumentów, takich jak „Twierdza”, nagrodzona Złotym Lampartem, czy „Lot specjalny”, który otrzymał Nagrodę WATCH DOCS 2011. W tym roku jego najnowszy film „Schron” będzie pokazywany w różnych miastach Polski w ramach festiwalu WATCH DOCS.

Całą rozmowę z Fernandem Melgarem czytaj w kwietniowych "Charakterach"!

Zdjęcie: A. D'Amato / UNHCR

Wstecz

comments powered by Disqus