Wieści

Katastrofa Airbusa: niebezpieczne jest piętno, nie choroba

W ubiegły wtorek w katastrofie airbusa linii Germanwings zginęło 150 osób. Odpowiedzialnością za tę tragedię francuska prokuratura obarcza pilota Andreasa L., który celowo miał skierować samolot ku ziemi. Od piątku media spekulują o możliwej chorobie pilota –  „L. był chory psychicznie. Leczył się w szpitalu”, „L. przerwał naukę pilotażu przez depresję i wypalenie”, czy „Duża ilość psychotropów odkryta w mieszkaniu Andreasa L.” to tylko niektóre nagłówki gazet.

Domniemana choroba psychiczna pilota w większości relacji prasowych stanowi jedyne i wystarczające wyjaśnienie katastrofy. Manuel Valls, premier Francji powiedział prasie „wszystko wskazuje, że mamy tu do czynienie z aktem nie do opisania: zbrodniczym, szalonym i samobójczym”. Ta wypowiedź, i inne, jej podobne niebezpiecznie stawiają znak równości między trzema różnymi zjawiskami: zbrodnią, chorobą psychiczną i samobójstwem.

Znamienne jest to, że zaledwie dzień po tej katastrofie w mediach przemknęła inna informacja dotycząca osoby chorującej psychicznie. 25 marca Norweska Akademia Nauk i Literatury przyznała prestiżową Nagrodę Abela, zwaną „matematycznym noblem” wybitnemu naukowcowi prof. Johnowi F. Nashowi. Niezwykłe życie prof. Nasha, który od wielu lat zmaga się ze schizofrenią, stało się kanwą dla książki i oscarowego filmu „Piękny umysł”. I choć w relacjach medialnych ten słynny profesor ekonomii i matematyki bywał określany po prostu jako „bohater >Pięknego umysłu<”, to jednak media nie były skłonne przypisywać niezwykłego talentu Nasha jego chorobie. W gazetach nie pojawiły się tego dnia nagłówki: „Laureat matematycznego Nobla leczył się w szpitalu psychiatrycznym”, „Nash przerwał karierę przez schizofrenię, ale wrócił do nauki i odnosi sukcesy” czy „Duża ilość psychotropów w mieszkaniu wybitnego naukowca. Pomagają mu żyć zwyczajnie”.

W pułapce stereotypu

Relacje medialne dotyczące katastrofy airbusa niestety wpisują się w stereotypową narrację o osobach chorujących psychicznie. Dr hab. Ewa Jackowska, psycholog kliniczny ze Szczecińskiej Szkoły Wyższej Collegium Balticum w swoim artykule dotyczącym stygmatyzacji i wykluczenia osób chorujących na schizofrenię, zauważa, że stereotyp osoby z zaburzeniami psychicznymi opiera się na czterech przekonaniach. Po pierwsze, człowiek chorujący psychicznie ma być niebezpieczny. Po drugie, uważa się, że ponosi odpowiedzialność za swój stan. Po trzecie, jego choroba ma być chroniczna i nieuleczalna. I wreszcie, przyjmuje się, że jest on nieprzewidywalny i niezdolny do należytego wypełniania ról społecznych.

Historia Andreasa L. w relacjach medialnych, w których komentarze ekspertów przeplatają się z plotkami i insynuacjami tabloidów, wpisuje się w ten schemat. Mamy oto pilota, który z premedytacją zabija 150 osób i zataja zwolnienie lekarskie. Przerwał kilka lat temu szkolenie z powodów zdrowotnych, leczył się w szpitalu tuż przed katastrofą – a zatem jego schorzenie ma charakter chroniczny. I wreszcie pojawiają się plotki o zawodzie miłosnym czy rozstaniu z partnerką. A także propozycje zmian prawnych, które wprowadziłyby zakaz pracy w zawodzie pilota dla osób z problemami psychicznymi. Szuka się zatem dowodów na to, że człowiek chorujący psychicznie nie spełniał się w roli partnera czy członka rodziny, odmawia się mu roli pracownika.

Jak wszystkie stereotypy, również te dotyczące osób chorujących psychicznie, są nieprawdziwe. A zatem, większość osób chorujących psychicznie nie jest niebezpieczna. Według amerykańskiego National Institute of Mental Health, badania nad związkami przemocy z występowaniem poważnych zaburzeń psychicznych, takich jak schizofrenia, pokazują, że większość osób cierpiąca z ich powodu nie jest agresywna, a jeśli przemoc występuje, to najczęściej w postaci autodestrukcji: samookaleczeń czy – w skrajnej postaci – samobójstwa. Co więcej, to osoby chorujące psychiczne aż jedenaście razy częściej niż zdrowe padają ofiarą przestępstw. Po drugie, większość chorób psychicznych jest spowodowana czynnikami biologicznymi, niezależnymi od jednostki – należą do nich m.in. zaburzenia neuroprzekaźnictwa i urazy okołoporodowe. Po trzecie, choroby psychiczne można leczyć skutecznie – odpowiednio dobrane leki nowych generacji pozwalają osobom, które doświadczyły choroby psychicznej żyć zwyczajnie, uczyć się i pracować. Po czwarte, większość osób chorujących nie zachowuje się w sposób nieprzewidywalny – takie zachowania występują tylko w niektórych schorzeniach, takich jak choroba afektywna dwubiegunowa.

Groźna stygmatyzacja


Wielu ekspertów ostrzega, że relacje medialne dotyczące niedawnej katastrofy podtrzymują i utrwalają w świadomości społecznej liczne mity o osobach chorujących psychicznie. Prof. Simon Wessely, przewodniczący Royal College of Psychiatrists i doradca brytyjskiej armii, wyjaśniał w rozmowie z „The Guardian”: – Leczyłem pilotów z depresją i choć wyzdrowieli nadal są profilaktycznie monitorowani. Odnoszą dziś sukcesy zawodowe. I dlaczego by nie? Źródłem problemów mogą być natomiast wypowiedzi osób, które mówią, że jeśli ktoś miał depresję, to nie może robić tego, czy tamtego. Jest to równie niedorzeczne jak twierdzenie, że ludzie, którzy kiedyś mieli złamaną rękę nie powinni sprawować pewnych funkcji. (...) Nie ma zależności między depresją i >agresywnym samobójstwem<”.

Eksperci przestrzegają, że kalka „szaleńca-zabójcy” może prowadzić do nasilenia społecznej stygmatyzacji i negatywnych postaw wobec osób chorujących psychicznie. – Wpływu piętna nie można bagatelizować. Stygmatyzacja powoduje, że osoby pilnie potrzebujące pomocy nie decydują się na terapię, czasem podejmują dramatyczną decyzję o samobójstwie – wyjaśnia dr Katherine C. Nordal, terapeutka i przewodnicząca zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego ds. praktyki psychologicznej. I może właśnie w stygmatyzacji, a nie w chorobie tkwi jedna z przyczyn katastrofy lotniczej w Alpach. Czy gdyby w miejscu pracy ujawnienie informacji o depresji miało tę samą wagę, co o zmaganiach z nowotworem czy cukrzycą, pilot zataiłby ją dla siebie? Przecież odpowiednio leczona i monitorowana choroba psychiczna nie stwarza zagrożenia ani dla osoby chorującej ani dla innych ludzi. A osoby nią dotknięte mogą wiele zaofiarować światu – tak jak noblista Nash.
– Choroba psychiczna wydaje się być czymś odległym. Tymczasem w Polsce mamy milion osób, które przeszły poważną chorobę psychiczną. To są nasi rodzice, dzieci, bracia i siostry, dziadkowie. Dlatego tak ważne jest, aby społeczność wokół nich uczyła się wrażliwości na chorobę psychiczną - zarówno tego, że to są nasi bliscy jak i tego, że jutro może to spotkać każdego z nas – przekonywał prof. Andrzej Cechnicki na łamach „Charakterów”.

(PP)
foto: JPC-PROD/JPC-PROD 

CZYTAJ RÓWNIEŻ:  Katastrofa w Airbusa. Eksperci: były zwiastuny choroby

Wstecz

comments powered by Disqus