Wieści

Katastrofa w Airbusa. Eksperci: były zwiastuny choroby

Wedle prokuratury około 30 minut przed katastrofą pierwszy pilot Airbusa lecącego z Barcelony do Düsseldorfu opuścił swój fotel i wyszedł do toalety. Korzystając z tej sytuacji 28-letni drugi pilot, Andreas L., zamknął drzwi kokpitu, przejął stery samolotu i skierował maszynę ku ziemi. - Można to zinterpretować jako wolę zniszczenia samolotu - mówił prokurator. Według jego relacji L. nie reagował na wezwania przez radio, okrzyki pierwszego pilota i jego próby sforsowania drzwi. Samolot uderzył w zbocze góry, wszyscy pasażerowie i cała załoga - 150 osób zginęli. Następnego dnia niemieckie media podały, że Andreas L. cierpiał na zaburzenia psychiczne.

OPINIE
Prof. dr hab. Józef Krzysztof Gierowski
jest doktorem praw i dr hab. psychologii oraz profesorem nauk medycznych, kieruje Katedrą Psychiatrii Collegium Medicum UJ. Pracuje też w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Opublikował ponad 400 prac z zakresu psychologii i psychiatrii sądowej, w tym: Motywacja zabójstw; Zabójcy i ich ofiary, Psychologia w postępowaniu karnym, Niepoczytalnośc i psychiatryczne środki zabezpieczające.

W tej sprawie jest wiele hipotez, które wymagają weryfikacji. Przede wszystkim trzeba wykluczyć wszystkie inne możliwe przyczyny, takie jak atak epilepsji, przerwy w świadomości, zaburzenia neurologiczne. Choć nie wygląda, byśmy tutaj mieli z nimi do czynienia. Andreas L. działał precyzyjnie, jego umysł działał bezbłędnie, choć patologicznie, intencjonalnie, na podstawie urojeniowej motywacji.

Specjaliści, którzy wcześniej badali Andreasa L. mówią o maskowanej depresji, o wypaleniu. Moim zdaniem psychologicznie brzmi to dość absurdalnie. Trudno zaakceptować termin wypalenie jako diagnozę problemów psychicznych u kogoś, kto ma 28 lat i pracuje od niedawna. Niektórzy psychologowie twierdzą też, że jest to przypadek samobójstwa rozszerzonego. Mam co do tego poważne wątpliwości. Opiniowałem niedawno w sprawie zabójstwa pod Łąckiem, człowiek zabił syna, żonę, pół rodziny, a na koniec się powiesił. Samobójstwo rozszerzone dotyczy zwykle osób bliskich, rodziny, a motywacja sprawcy jest specyficzna. Stara się on bliskich w ten sposób uchronić przed czymś bardziej przerażającym, co im - w jego poczuciu i urojeniach - nieuchronnie zagraża. Chce im zaoszczędzić przerażających doświadczeń. Trudno byłoby taką motywacje zakładać w przypadku Andreasa L.

Według mnie jego działanie ma raczej charakter zabójstwa, samobójczego zamachu niż samobójstwa rozszerzonego. To, czego doświadczał Andreas L. ewidentnie ma charakter zaburzeń poznawczych o charakterze psychotycznym. Być może pojawiła się u niego imperatywna halucynacja słuchowa. Usłyszał głos, mówiący: masz zabić. Temu zazwyczaj towarzyszą mniej lub bardziej usystematyzowane urojenia czyli błędne sądy o rzeczywistości. Przebieg wydarzenia wyraźnie pokazuje, że pilot działał w sposób zorganizowany i ukierunkowany na cel. Precyzyjnie i konsekwentnie realizował swój patologiczny plan: zablokował drzwi, zmienił parametry lotu.
Z tego, co wiemy, A.L. był dość introwertywny, zamknięty w sobie, raczej izolujący się. Wiadomo, że taka schizoidalna struktura osobowości może odgrywać jakąś rolę jako podłoże psychozy. Czy można to było przewidzieć, czy były zwiastuny kryzysu?

Zwykle jakieś są. To mało prawdopodobne, by wybuchu psychozy nic wcześniej nie zapowiadało. Zazwyczaj są jakieś zwiastuny. One są subtelne, ale gdy się zacznie analizować dni poprzedzające nieszczęście, gdy spróbujemy odtworzyć, co się ze sprawcą działo krok po kroku, gdy poszukamy informacji w różnych źródłach, w kontaktach z najbliższymi, to... Prawdopodobnie okaże się, że coś się w nim zmieniło tuż przed tragedią: może był z nim gorszy kontakt, był bardziej zamyślony, gorzej sypiał, sprawiał wrażenie kogoś nieobecnego, zajętego swoimi myślami.

Problem zawsze w tym, że zwiastuny psychozy są subtelne, niespecyficzne i stają się zrozumiałe dopiero gdy coś już się wydarzyło. Na dodatek chory czując jak zmienia się jego stan, może próbować to ukrywać. Dziś wiemy, że Andreas L. był na zwolnieniu lekarskim, znaleziono u niego podartą, prawdopodobnie nie powinien w ogóle siadać za sterami. Ukrył swój stan, wiedział, że jako pilot musi sprawiać wrażenie kogoś w pełni sił i kompetencji. Co naprawdę się działo w tym człowieku? Nie mam pojęcia. Takie doświadczenia winny uczyć nas pokory wobec tajników psychiki ludzkiej.
(dk)

Dr Marcin Biernacki, Zakład Psychologii Lotniczej Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej: 

W Polsce regularne kontrole stanu psychicznego przechodzą piloci wojskowi,  odbywa się to przy okazji obowiązkowych rocznych badań okresowych. W przypadku pilotów cywilnych badania psychologiczne nie są obligatoryjne, przeprowadza się je jedynie wtedy, gdy uzna je za wskazane lekarz prowadzący badanie okresowe. O obowiązku przeprowadzania takich badań mogą także zdecydować poszczególne linie lotnicze. Piloci mają też do czynienia z psychologiem podczas ćwiczeń na symulatorach - psychologowie często je obserwują i opiniują.

Trudno jest mi wyobrazić sobie stworzenie systemu całkowicie eliminującego ludzi, za przyczyną których dochodzi do katastrof lotniczych. Musiałby on być niezwykle drogi, a i tak pewnie byłby zawodny. Dlaczego? Na podstawie samych testów psychologicznych możemy przewidywać pewną tylko pewną sferę ludzkich zachowań. Tymczasem istnieje cała gama innych zachowań, będących pochodną życia osobistego. Zachodzących między nimi interakcji i ich skutków nie sposób przewidzieć. Po za tym narzędzia pomiarowe, którymi dysponujemy nie są niestety doskonałe, posługiwanie się nimi czasem prowadzi do błędnych wniosków.

Innym aspektem jest to, że badania okresowe, ze swej natury odbywają się co pewien czas, a przecież między jednym badaniem a drugim, człowiek może np. doświadczyć silnej traumy, której wcześniej nie dało się przewidzieć. Dlatego bardzo ważna jest obserwacja pilotów przez osoby z ich otoczenia, współpracowników. I reagowanie gdy widzą, że dzieje się coś złego, że kolega ma jakieś problemy, jest w złym stanie psychicznym. To może zapobiec tragedii. Choć chyba nigdy nie osiągniemy stuprocentowej trafności w ocenia przydatności ludzi do latania. I takie wypadki pewnie będą się zdarzały.

(stan)

foto: hxdyl/shutterstock.com

OD REDAKCJI: Ewentualna choroba sprawcy, rozgłos wokół tej sprawy nie powinny wpływać na nasze postawy wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, nasilać strachu i stygmatyzować ich. Statystyki i badania nad związkiem przemocy z występowaniem poważnych zaburzeń psychicznych, takich jak schizofrenia, wyraźnie pokazują, że większość osób cierpiących z ich powodu nie jest agresywna, a jeśli przemoc występuje, to najczęściej w postaci autodestrukcji: samookaleczeń czy – w skrajnej postaci – samobójstwa. Jest odwrotnie niż powszechnie się mniema: osoby chore psychicznie znacznie częściej padają ofiarą przestępstw niż zdrowe.




 

 

Wstecz

comments powered by Disqus