Wieści

To, co naprawdę robimy

Kiedy idę, to tylko idę. Kiedy siedzę, to tylko siedzę. Kiedy pracuję, to tylko pracuję.

Pewien wędrowiec zobaczył trzech mężczyzn pracujących przy drodze. Co robicie? – spytał. Nie widzisz? Zarabiam pieniądze na utrzymanie rodziny – odrzekł pierwszy. Ciosam kamienie zgodnie z tym, czego się nauczyłem od mojego mistrza – przyznał drugi. Na co trzeci: A ja buduję katedrę!

Trzej kamieniarze wykonują dokładnie tę samą pracę, ale każdy z nich w swoim odczuciu robi coś innego. Ta przypowieść różnie bywa interpretowana. Na przykład można na nią spojrzeć w kategoriach zaangażowania. Łatwiej zaangażować się, kiedy w obrabianym kamieniu ujrzymy przyszłą katedrę. Czasem praca staje się pasją, gdy trafiamy do firmy, której zadania i cele są spójne z naszymi celami, zainteresowaniami i poczuciem misji. Wtedy jesteśmy szczęściarzami. Ale taka sytuacja nie jest udziałem wielu ludzi. Myślę, że większość pracuje nie po to, żeby realizować ważne dla siebie cele, tylko by zarobić pieniądze. Tkwią więc w firmach, których cele albo produkty nie pasują do ich systemu wartości. Zmuszeni są do działań, na które ich sumienie nie wyraża zgody. Oczywiście pracując w takiej firmie można przez jakiś czas racjonalizować swoją sytuację, ale prędzej czy później zapłacimy za to. Zwykle kończy się wypaleniem albo jakimiś chronicznymi zaburzeniami psychofizycznymi, takimi jak migreny, bóle kośćca, zaburzenia trawienia i wydalania, lęki, drażliwość i uzależnienia. Ale opowieść o trzech kamieniarzach można też zinterpretować w kategoriach urealnienia, czyli bycia w dobrym kontakcie z tym, co robimy albo czego doświadczamy tu i teraz. Kamieniarz, który jest w pełni zaangażowany w ciosanie kamienia i robi to na mistrzowskim poziomie, jest najszczęśliwszym z całej trójki. Nie musi do swojego zajęcia dodawać żadnej ideologii, egzaltacji ani ekstra celów. Zaangażowanie w to, co naprawdę robimy, jest warunkiem dobrego samopoczucia i zarazem jakości naszej pracy. Pod warunkiem jednak, że nie kłóci się to z naszym sumieniem i służy czemuś więcej niż zarabianie pieniędzy. Pieniądze stają się wtedy ubocznym produktem tego procesu.

Można zaangażować się w obróbkę kamienia, jeśli uznamy to za wartość. Dziś coraz więcej osób korzysta z treningu uważności określanej jako mindfulness. W słusznym zachwycie wieloma zaletami tego treningu na ogół niezauważony pozostaje nader ważny wymiar mindfulness – właśnie zaangażowanie. A wskazówka jest w samej nazwie. Mindful znaczy bowiem umysł całkowicie wypełniony działaniem, w pełni zaangażowany w „tu i teraz”. Taki stan umysłu sprawia, że jesteśmy nadzwyczajnie sprawni, kreatywni i wydajni. Co więcej, możemy doświadczać wtedy cudownego stanu, który Mihaly Csikszentmihalyi nazywa przepływem (flow). Wtedy to osiągamy stan mistrzostwa. Mistrz nie ociosuje kamienia – mistrz jest ociosywaniem kamienia. Prawdziwie mistrzowskie działanie charakteryzuje się bowiem tym, że działający z działaniem się jednoczy.

Czym różnisz się od zwykłych ludzi? – zapytał uczeń swego starego mistrza. Mędrzec odrzekł: To bardzo proste. Kiedy idę, to tylko idę. Kiedy siedzę, to tylko siedzę. Kiedy pracuję, to tylko pracuję. Kiedy odpoczywam, to tylko odpoczywam. A dostrzegłszy cień rozczarowania na twarzy ucznia, dodał: Głupi będzie się śmiał, a mądry zrozumie.

Wojciech Eichelberger, psycholog i psychoterapeuta

foto: Łukasz Król

"i Ty i Ja. Para w pracy" dostępne jest w naszym e-sklepie.

Wstecz

comments powered by Disqus