Wieści

Po co żyć?

Ida Pawła Pawlikowskiego ma w sobie siłę rozbrajającą. Film zrealizowany najprostszymi środkami porusza widza i długo nie daje mu spokoju. Akcja dzieje się w 1963 roku w czarno-białej, zgrzebnej, siermiężnej i biednej Polsce, żyjącej powojennymi i stalinowskimi traumami. Bohaterkami są dwie kobiety. Ida, młodziutka postulantka z zakonu, która przed ostatnimi ślubami wysłana zostaje „w świat” przez mądrą przełożoną, aby poznać swoją przeszłość. I ciotka dziewczyny, w czasach stalinowskich prokurator, słynna „krwawa Wanda”, czyli zbrodniarka odpowiedzialna za śmierć „wrogów ludowej ojczyzny”. Obie kobiety są Żydówkami, przeżyły piekło Holocaustu. Całą rodzinę Idy ze strachu zamordowali Polacy, ją – wówczas niemowlę – oszczędzono i podrzucono na plebanię, a ksiądz znalazł dla niej lokum w pobliskim klasztorze, gdzie przechowały ją siostry, ratując dziecku życie. Niemcy zapewne nie oszczędziliby maleńkiej Idy. Obydwie kobiety należą osiemnaście lat po wojnie do różnych światów, między którymi jest tylko przepaść. Czy możliwy jest powrót do wspólnej tożsamości? Czy możliwe jest jej odkrycie na nowo?

Film Pawła Pawlikowskiego opowiada zatem o odwiecznym splocie dobra ze złem; o poszukiwaniu wiary, o odnajdowaniu jej sensu po katastrofie, jaką była Zagłada i o szukaniu sensu życia w ogóle. Tytułowa Ida stoi ciągle jeszcze przed najważniejszą decyzją: po konfrontacji z potworną prawdą o losie swojej rodziny musi na nowo odnaleźć się w swoim życiu i wierze. Podejmuje próbę świeckiego życia. Próba ta, chociaż tak intensywna, nie jest w stanie unieważnić jej wcześniejszej decyzji. Dziewczyna wraca do klasztoru. Pozostaje pytanie, czy jest to powrót do Boga? Jeśli tak, będzie to wreszcie jej wolny wybór, do tej pory bowiem to inni (a może los?) decydowali za nią. Była człowiekiem bez przeszłości i bez tożsamości. Dopiero teraz – poznawszy tragiczną prawdę – doszła wreszcie do momentu, kiedy sama może wybierać. Może zatem rozstać się z dotychczasowym życiem, i z Bogiem – takim, jakiego do tej pory wyznawała. Może pójść w świat dotąd nieznany, tajemniczy, ciekawy i jednocześnie budzący lęk. Młody saksofonista, grający oprócz przebojów bigbitowych uduchowioną muzykę Coltrane’a, również poszukujący swojego miejsca na ziemi, czeka na jej powrót.

A Wanda? Ona na pytanie: „Po co żyć?”, odpowiedziała sobie bezwzględnie, czym w istocie wydała wyrok na siebie, a nie na innych. To niezwykłe, ale ta postać godna przecież potępienia i najsurowszych kar budzi w nas żal. Jej życie było piekłem. Gehenną była i jest zarówno jej żydowskość – wychowała się w tradycyjnej judaistycznej rodzinie – jak i jej komunizm, który wciągnął ją w zbrodniczy system. I w końcu bezbrzeżna samotność, w której najlepszymi pocieszycielami są przypadkowy seks i alkohol. Wanda staje się wrakiem człowieka. Dla Boga nie ma miejsca w niej miejsca. Zresztą, czy Wanda kiedykolwiek w Niego wierzyła? Czy utraciła wiarę po doświadczeniu wojennych potworności? A może uświadomiła sobie, że Bóg istnieje, a ona Go zdradziła? To być może najważniejszy trop do zrozumienia Wandy. Oto leży pijana w hotelowym łóżku, próbuje wycedzić kilka słów do Idy, i mówi do niej, że przecież Jezus przyszedł zbawić grzeszników, takich jak ona. Wypowiada te słowa pozornie z ironią i szyderstwem. Słowa wyrzucone z siebie, jakby od niechcenia, ale z nadzieją, że usłyszy od siostrzenicy potwierdzenie. Pozostaje wydanie ostatniego wyroku na samą siebie i jego wykonanie. A resztę należy zostawić Bogu.

Pawlikowski zadaje pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi. Ale wraz z bohaterami czujemy, że jest jakiś inny wymiar istnienia. Zarówno w życiu Idy, jak i Wandy ujawniła się tęsknota. Za czym? Może za odkupieniem zła i bezsensu. Ból jest jednak tak porażający, zwłaszcza w wypadku Wandy, że zagłusza wszystko inne.
Zgadzam się z Tadeuszem Sobolewskim, który napisał, że w tym cichym, skromnym, wstrząsającym filmie, a jednocześnie przepięknym wizualnie, reżyser zadaje kluczowe pytanie: czy jest Bóg? A jeśli jest, to gdzie był wtedy, kiedy mordowano najbliższych naszych bohaterek, kiedy doszło do Zagłady? Gdzie był Bóg wtedy, gdy Wanda w sfingowanych procesach wysyłała na śmierć bohaterów i „wrogów”? Pawlikowski nie ma na te pytania odpowiedzi, zresztą wcale ich nie szuka, udało mu się za to zrealizować film o religijnej i duchowej kondycji człowieka będącego ofiarą czasów apokaliptycznych.

Film w Polsce spotyka się z zarzutami po obydwu stronach ideologicznej barykady. Strona lewa, feministyczna, zarzuca filmowi antysemityzm: Żydówka dobra to katolicka zakonnica, Żydówka zła to stalinowska zbrodniarka, pijaczka i ladacznica, inny słowy: film powiela niebezpieczne stereotypy o tzw. „żydokomunie”. Strona prawa atakuje film za jego antypolskość, bo nie mówi się w nim, że Holokaust był dziełem Niemców, innymi słowy: reżyser powiela stereotypy antypolskie, które raz po raz ujawniają się w zachodnich publikacjach. Dodają też absurdalny postulat, żeby w czołówce, albo w tyłówce filmu zamieścić stosowne wyjaśnienia. Wszystkie te zarzuty wynikają z niezrozumienia filmu, z patrzenia na sztukę przez ideologiczne okulary, które prowadzą nas na manowce myślenia. 

Po co żyć pomimo zła i okrucieństwa, których człowiek jest ofiarą, ale i sprawcą? Każdy widz musi znaleźć odpowiedź, swoją odpowiedź. Dramatu człowieka nie zamkniemy przecież w żadnym dogmacie.

ks. Andrzej Luter -  jest doktorem teologii ekumenicznej, publicystą, współtwórcą programów telewizyjnych, współpracownikiem pism: „Więź”, „Tygodnik Powszechny”, „Kino”. Wykłada w Wyższym Seminarium Duchownym w Łowiczu.               
                                                                       

     


Wstecz

comments powered by Disqus