Marcin Jaroszewski

Psychologia w metaforach cz. 3. Z człowiekiem jest jak z lokomotywą

Psychologia jako dziedzina nauki jest jedną z licznych perspektyw oglądania, opisywania i objaśniania istoty ludzkiej. W sobie właściwy sposób badaniem człowieka zainteresowane są również m.in. medycyna, filozofia i sztuka.

Choć zgłębiają różne aspekty ludzkiego funkcjonowania, choć posługują się różnymi językami, odnoszą się ostatecznie do tego samego obiektu – człowieka. Dlatego ich ścieżki, choć różne, biegną blisko siebie i krzyżują się wzajemnie. Wielu filozofów mogłoby się ucieszyć faktem (jeśli to miałoby dla nich znaczenie), że ich spekulacje znalazły potwierdzenie w empirycznym materiale poprawnie metodologicznie przeprowadzonych eksperymentów psychologicznych. Wielu artystów mogłoby w koncepcjach psychologicznych odnaleźć naukowy odpowiednik własnych obserwacji i intuicji. I przy sztuce właśnie zatrzymamy się na dłużej, dokładniej przy jednej z jej form – literaturze.

 

Weźmy taką oto sytuację. Idzie sobie pan lub pani ulicą i zaczepia jego lub ją przedstawiciel pozaziemskiej cywilizacji. Grzecznie się przedstawia i prosi o pomoc, zbiera bowiem informacje o rodzaju ludzkim. Wie skądinąd o istnieniu książek (może mieć kłopoty z wymówieniem tego słowa), które mogą być cennym źródłem owej wiedzy. Po kilku chwilach ma listę polecanych autorów: Sofokles, Shakespeare, Goethe, Dostojewski. Zadowolony uprzejmie dziękuje, rozwala pana lub panią laserem i odchodzi. Tak, od wskazanych wielkich i niestrudzonych badaczy ludzkiego ducha dowie się o człowieczych pragnieniach, namiętnościach, obawach i dramatach. Jeśli będzie szukał wskazanych twórców w bibliotece przekona się, że ich dzieła kurzą się w dziale z literaturą piękną. Może wtedy, wiedziony ciekawością, skierować się ku półkom z napisem „literatura dziecięca”. Tam znajdzie „Baśnie Braci Grimm”, które okażą się nie mniej bogatą skarbnicą wiedzy o dziecięcych fantazjach i lękach. Przeglądając coraz bardziej kolorowe książki niewykluczone, że trafi w końcu na Tuwima (z ilustracjami J.M. Szancera). I tu niespodzianka – kto bowiem spodziewałby się, że tam przeczyta o psychoanalitycznej perspektywie rozumienia źródła wszelkiej aktywności człowieka?!

 

Oto, co następuje:

 

Stoi na stacji lokomotywa,Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -Tłusta oliwa.

(to jeszcze nie ten fragment)

(…)

Lecz choćby przyszło tysiąc atletówI każdy zjadłby tysiąc kotletów,I każdy nie wiem jak się natężał,To nie udźwigną - taki to ciężar!

(to też jeszcze nie ten moment)

(…)

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?A co to to, co to to, kto to tak pcha?Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?To para gorąca wprawiła to w ruch,To para, co z kotła rurami do tłoków,A tłoki kołami ruszają z dwóch boków,I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,I koła turkocą, i puka, i stuka to:Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!... *

 

Otóż to. Z człowiek jest jak skomplikowanym mechanizmem zmieniającym ciśnienie biologicznej siły w zorganizowane działanie, fizyczne i psychiczne. Jaka bowiem inna energia miałaby zasilać umysł, jeśli nie ta, która pochodzi ze źródła jego każdej innej aktywności. Rzecz w tym, aby dość skomplikowany układ psychicznych rur i tłoków tak wykorzystał i przekształcił siłę pary instynktów i popędów aby życie i rozwój (eros) przeważały nad zamieraniem i regresem (thanathos), oraz aby to, co bierze początek w biologii mogło się zrealizować jako wybitnie ludzka zdolność do dojrzałej miłości, swobodnej zabawy i twórczej pracy. Jak to możliwe, że najwznioślejsza sztuka jest wysublimowaną realizacją pierwotnych popędów? Tak to to, tak to to!...

 

M.J.

(kolejna część 30 I)

Dla zainteresowanych tematem przydatne nazwisko:

Zygmunt Freud

Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz

comments powered by Disqus