Szczepan Grzybowski

Więcej światła! I bobu.

Na słońce trzeba uważać, prawda. Zwłaszcza my, takie bledzie jak np. ja i Żona. Trzeba się smarować, chować, oglądać pieprzyki. Ale trzeba też dać gołej niewysmarowanej skórze pochłonąć trochę słońca. Tak kilka minut dziennie. Kiedy skóra pochłania promieniowanie UV zaczyna w momencie produkcję ultraważnej i cennej witaminy D. Nasłoneczniona skóra to nasze główne źródło tego związku. Częściowo udaje się także pozyskać witaminę z pożywienia, a jej najlepszym źródłem są oczywiście... hej hej hej hej! hej tłuste rybki (zwłaszcza łosoś, też makrela i sardynki), w dalszej kolejności żółtka jajek i ser żółty.

 

[zoologiczne ciekawostki i kontrowersje: ryby pobierają większość witaminy D z pożywienia i magazynują jej duże ilości - stąd są takim doskonałym jej źródłem dla nas. Zwierzęta opierzone lub ofutrzone mają większy problem. Ptaki produkują witaminę dzięki nasłonecznianiu... swoich gołych nóg (przypuszczam, że bociany musza mieć całą masę witaminy D). Ssaki natomiast pozostają zagadką. Możliwe, że w tłustych sekrecjach na powierzchni ich futra pod wpływem słońca powstaje witamina, która następnie jest smakowicie zlizywana. Możliwe też, że powstaje ona w skórze na całej powierzchni ciała przy dłuższym nasłonecznieniu, jak to najprawdopodobniej dzieje się u krów... w lecie. Hm!]

 

Witamina D jest nam niezbędna. Zapewnia prawidłowy rozwój i działanie układu kostnego i mięśniowego. Wyniki najnowszych badań dowodzą zaś ponad wszelka wątpliwość, że jest ona też zbawienna dla naszego układu nerwowego na czele z mózgiem. Jej niedobory zwiększają ryzyko demencji, w tym strasznej choroby Alzheimera i to ponad dwukrotnie (co interesujace szczególnie niski poziom witaminy obserwuje się także u schizofreników)! Receptory witaminy są rozsiane w komórkach całego mózgu, zwłaszcza w rejonach ważnych dla pamięci jak hipokamp wraz z zakrętem zębatym. Co najważniejsze reguluje ona powstawanie czynników neurotroficznych odpowiadajacych za namnażanie się, odżywianie, wzrost i przetrwanie neuronów oraz tkanki glejowej.

 

[ciekawostka spekulacyjna: depresja to nieodłączna bezwzględna towarzyszka demencji, może ją wyprzedzać, może iść tuż za nią. Najliczniejsze przypadki depresji notuje się zaś w miesiącach o najmniejszym nasłonecznieniu oraz w mniej słonecznych rejonach globu...].

 

Podobno około miliarda (MILIARDA) ludzi na świecie ma niedobory witaminy D. A choroby neurodegeneracyjne już mają znamiona morowej światowej epidemii.

 

Drugą najbardziej znaną chorobą neurodegeneracyjną (po alzheimerze) jest oczywiście parkinson, której przyczyną jest degeneracja komórek produkujących dopaminę. I choć pierwszymi, najbardziej charakterystycznymi i rozpoznawalnymi objawami są symptomy motoryczne (drżenie spoczynkowe, spowolnienie ruchowe, pochylona sylwetka, posuwisty chód), to w drugim etapie pojawia się depresja i otępienie poznawcze.

Jedną z metod leczenia tej choroby (a przynajmniej skutecznego łagodzenia objawów i odraczania ich pogłębienia) jest podawanie L-DOPY (lewodopy), związku, z którego mózg syntetyzuje dopaminę (podawanie samej dopaminy nic nie da, bo nie zostanie ona przepuszczona przez barierę krew-mózg). A co jest najlepszym naturalnym źródłem lewodopy?

Taaak, właśnie, pyszny bób! Letni bób. Znaczy sie ciepły, bo ugotowany i miękki, ale w lecie! Chorym zaleca się często jego spożywanie (silnymi przeciwskazaniami są jednak niestety zażywanie leków przeciwdepresyjnych- inibitorów MAO, które zwiększają oddziaływanie noradrenaliny pobudzającej mięsień sercowy i zwiększającej ciśnienie, efekt ten może się niebezpiecznie kumulować przy bobowej diecie, czy też rzadka dziedziczna choroba fawizm, pozbawiajaca nas pewnego enzymu, gdzie spożycie bobu, od którego łacińskiej nazwy zresztą wzięło się określenie choroby, powoduje wyrzut objawów- niedokrwistości hemolitycznej).

 

Zdrowi ludzie chcący pozostać zdrowymi i sprawnymi na długie lata nie powinni sobie jednak żałować ani bobu ani słońca (złotojesienne słońce będzie idealne, gorzej z bobem...). Oczywiście na chłodno, letnio, czyli z umiarem.

Szczepan Grzybowski

Dr Szczepan Grzybowski jest psychologiem, pracuje w Zakładzie Psychofizjologii Instytutu Psychologii UJ. Obecnie zajmuje się problematyką mózgowej specyfiki rozpoznawania i kodowania słów związanych z doświadczeniem afektywnym.

Wstecz

comments powered by Disqus