Tomasz Maruszewski

W stadzie

Wyrzutów sumienia brak, bo przecież wszystko zostało zrobione w słusznej sprawie, a poza tym… tak myślą wszyscy.

Rozwijający się w naszym kraju konflikt nasuwa kilka refleksji. Pierwsza dotyczy kultury honoru. W kulturach takich cześć osobista i reputacja wysuwają się na plan pierwszy. Kiedy czyjaś cześć zostanie naruszona, uprawniona jest zemsta. Nie musi być realizowana natychmiast – może zostać odłożona na później. Upływ czasu nie zmniejsza jej rozmiarów; zainteresowane nią osoby kultywują w sobie nienawiść do rzekomych lub rzeczywistych sprawców utraty swojej reputacji. Steven Pinker twierdzi, że we współczesnych społeczeństwach kultury honoru stopniowo zanikają (strach pisać, gdzie są jeszcze żywe), gdyż koszty odwetu stały się dla zbiorowości zbyt wysokie. Przejawy takiego zachowania i sposobu myślenia pojawiły się natomiast w Polsce, gdzie motyw zemsty steruje zachowaniami wobec specyficznych grup, na przykład lekarzy, humanistów itd., czy po prostu tych, który myślą inaczej.


Druga refleksja dotyczy zdolności naszego gatunku do ukrywania rzeczywistych motywów swojego zachowania poprzez odwoływanie się do szczytnych wartości.

Doskonale opisał to prymatolog Frans de Waal – uważa on, że politycy świetnie sprzedają się jako osoby zaangażowane i działające „tylko w celu naprawy gospodarki lub poprawy edukacji. Słyszeliście kiedykolwiek, żeby kandydat przyznał się, że chce po prostu władzy?". Jednak ludzie wierzą w zapewnienia o „służbie”. De Waal pisze, że analogiczne sytuacje trudno spotkać u naczelnych: szympansy są uczciwymi politykami – walczą zaciekle o władzę, ale nie ukrywają swoich motywów. Co więcej, kiedy któryś zwycięży, godzą się, co wyrażają odpowiednimi gestami. Ale w kulturze honoru takie zachowanie nie przystoi.


Trzecia refleksja – ludzie naiwnie wierzą w sprzedawane im uzasadnienia, dlaczego ktoś walczył o władzę. Wiara ta rozpowszechnia się z szybkością błyskawicy – neofici, ale i starzy wyznawcy są święcie przekonani, że przywódca tylko marzy o tym, by zrealizować złożone wcześniej obietnice. To tak, jak z epidemiami różnych chorób – w początkowym okresie liczba zarażonych szybko rośnie. Potem jednak stopniowo spada, a przy życiu pozostają ci, u których występuje odporność. W średniowiecznej Europie epidemie doprowadzały do wymierania znacznych części populacji, jednak mimo braku odpowiednich środków samorzutnie wygasały. Nigdy nie zdarzyło się, by epidemia trwała wiecznie. Nie inaczej jest z „epidemiami ideologicznymi”, o których błędnie sądzi się, że będą trwały i trwały.


Czwarta refleksja to nawiązanie do eksperymentu Stanleya Milgrama. Przypomnijmy, że w tym eksperymencie mili skądinąd ludzie razili innych prądem, bo takie polecenie wydał autorytet. Na szczęście nie wyrządzali nikomu szkody, ponieważ badanie było jedynie inscenizacją. Badani wierzyli jednak, że aplikowane przez nich szoki elektryczne działają i są bardzo bolesne, a nawet mogą spowodować śmierć. Mimo to bezkrytycznie wykonywali polecenia osoby obdarzonej autorytetem, choć zapewne wcześniej byli święcie przekonani, że nie mogliby tak skrzywdzić innego człowieka. Zamiast szoków elektrycznych można wykorzystać pogardliwe określenia, wykluczanie lub piętnowanie inaczej myślących.

 

Pierwotnie celem Milgrama była próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego skądinąd porządni ludzie w nazistowskich Niemczech posłusznie wykonywali zalecenia władzy. Kiedy ludzie działają jako „drużyna” (znamy to określenie z polityki), pojawia się jeszcze jedno zjawisko: rozproszenie odpowiedzialności. Odpowiedzialność za krzywdzenie innych rozkłada się na tak wiele osób, że maleje, aż staje się pomijalna. Wyrzutów sumienia brak, bo przecież wszystko zostało zrobione w słusznej sprawie, a poza tym… tak myślą wszyscy (jednak nie wszyscy!).

Tomasz Maruszewski

Tomasz Maruszewski

specjalizuje się w psychologii procesów poznawczych i emocji, autor m.in. książki Pamięć autobiograficzna.

Wstecz

comments powered by Disqus