Jacek Krzysztofowicz

Tacy sami

Grafika z IStocka

Jestem taki jak ty – te słowa mogą nas uwolnić od poczucia winy i poczucia krzywdy, znieść poczucie wyższości i niższości. Uwolnić i zbliżyć.

Spotkałem ostatnio, po wielu latach niewidzenia, przyjaciela ze studiów. W czasie rozmowy, bardzo ożywiony, podzielił się ze mną wiadomością, że zaczął strzelać. Regularnie chodzi na strzelnicę i całymi godzinami (a nie jest to tania przyjemność) strzela z pistoletu. Ma też zamiar uzyskać pozwolenie na broń i się w nią zaopatrzyć. Po co to robi? Bo idą ciężkie czasy i lepiej być przygotowanym na spotkanie z tymi, którzy będą strzelać do nas. Kogokolwiek to „nas” miałoby obejmować...

Mówiąc o sobie, na ogół chętnie używamy języka, który nie buduje barier. Mówimy my: ludzie, Europejczycy, Polacy. Gdy jednak próbujemy dokładnie sprawdzić, z jaką właściwie grupą się utożsamiamy, to okazuje się, że lubimy wykluczać, oddzielać się od innych, zamykać drzwi. Żeby się poczuć dobrze, żeby się poczuć dobrym, szukamy złych. Kiedy uda nam się podzielić świat na dobrych i złych (a udaje się zawsze), od razu zaczynamy czuć się lepiej. Źli są nam bardzo potrzebni, abyśmy mogli poczuć się dobrzy.

Kim są ci źli? Dyżurni źli to przestępcy przeciwko prawu i moralności: złodzieje, zabójcy, pedofile, ale też sprawcy wypadków, przyłapani na braniu łapówek i różne inne podejrzane typy. My nie jesteśmy tacy jak oni. Nikogo nie zabiliśmy, nie okradliśmy, nie wykorzystaliśmy. Skąd! Oni są źli, my – dobrzy. Mamy prawo do moralnej wyższości i wypowiadania sądów, które wskazują winnych i ustalają wymiar kary.

Innego rodzaju złych dostarcza nam polityka. Ona bardzo pomaga podzielić świat na dobrych i złych i, oczywiście, natychmiast stanąć po stronie dobrych. Zanurzając się w doświadczeniu wyborów i głosowań, słuchając polityków, czy nawet uczestnicząc w rodzinnych dyskusjach (a raczej „dyskusjach”), można odnieść wrażenie, że uczestniczymy nie w wymianie i starciu różnych poglądów, ale w zmaganiu sił dobra i zła, światła i ciemności, Boga i diabła.

Oddzielamy się od innych w moralności i polityce, nie inaczej dzieje się w życiu osobistym. Poczucie bycia skrzywdzonym, na przykład w intymnym związku, często staje się źródłem potężnej wrogości i nienawiści. Im ktoś był bliżej, tym bardziej staramy się go od siebie odepchnąć. Dokładnie to samo dzieje się w drugą stronę: gdy nam zdarzy się kogoś skrzywdzić, wykorzystać, zranić (a komu się nie zdarzyło?), odpychamy go od siebie ze wszystkich sił, przekonując samych siebie i wszystkich wokół, że sam jest sobie winien... Przecież co złego, to nie my.

Świat dzielony na dobrych i złych robi się coraz ciaśniejszy. Złość i nienawiść to ciężary, które trzeba dźwigać, a pokój w nas i wokół nas staje się dobrem coraz trudniej dostępnym.

A przecież można inaczej... Wszyscy jesteśmy z jednego pnia, z jednych korzeni. Jesteśmy ludźmi – braćmi i siostrami, równymi w obliczu czegoś o wiele większego od nas. Każdy z nas na swój sposób jest niepełny i uwikłany – w historię swojego życia i swojej rodziny. Los nie jest sprawiedliwy i nierówno obdarza, bez żadnej naszej zasługi. Nikomu nie daje prawa wywyższania się ponad innych. 

Chociaż ciągle próbujemy budować mury, oddzielające nas od innych, tak naprawdę jesteśmy do siebie bardzo podobni. Jesteśmy tacy sami. Jestem taki jak ty – te słowa mogą nas wreszcie uwolnić od poczucia winy i poczucia krzywdy, znieść poczucie wyższości i niższości. Uwolnić i zbliżyć. Zbudować pokój wewnątrz siebie samych i uczynić choć odrobinę lepszym świat na zewnątrz.

Jacek Krzysztofowicz

Jacek Krzysztofowicz

jest teologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, małżeństw i par. Współpracuje z Polskim Instytutem Ericksonowskim w Łodzi.

Wstecz