Jacek Krzysztofowicz

Stres

Świat, choć nie jest doskonały, to zupełnie niezłe miejsce do życia. Nie warto zatruwać się nadmiernym lękiem.

Na początku XIX wieku pojawił się w naukach medycznych termin psychosomatyka. Lekarze zajmujący się tą dziedziną wiedzy zauważyli, że na ludzkie zdrowie wpływ mają także czynniki psychiczne. Krótko mówiąc, procesy myślowe i reakcje emocjonalne oddziaływają na ludzką fizjologię. Nadciśnienie, wrzody żołądka, bóle kręgosłupa, zaburzenia snu i łaknienia, astma, migreny – wszystkie te schorzenia mogą mieć związek (mogą, a nie muszą!) z doświadczanym długotrwałym stresem. Co ciekawe, dolegliwości psychosomatyczne są specyficzne wyłącznie dla nas, ludzi. Zwierząt w ich naturalnym środowisku właściwie nie dotykają.


Oglądałem kiedyś film ukazujący scenę polowania rozgrywającą się na afrykańskiej sawannie. Wielki kot podkradł się bardzo blisko upatrzonej ofiary i nagle zaatakował. Zaskoczona antylopa zerwała się do panicznej ucieczki i przez kilkanaście sekund ścigała się z lwem w wyścigu o swoje życie. Wyglądało to bardzo dramatycznie, ale o wiele bardziej zaintrygowało mnie wówczas to, co odbywało się w tle. Pasły się tam całe stada innych zwierząt, które zdawały się w ogóle nie zwracać uwagi na rozgrywający się na ich oczach dramat. Wydało mi się to zaskakujące i całkowicie niezrozumiałe. Jakim cudem zwierzęta potrafią zachować spokój i w ogóle nie doświadczać stresu w obliczu wydawałoby się śmiertelnego niebezpieczeństwa? Dlaczego my tak nie potrafimy?


Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w książce Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Roberta Sapolsky’ego. Otóż właśnie: dlaczego? Ponieważ zwierzęta mobilizują swój organizm tylko w obliczu realnego, bezpośrednio im zagrażającego niebezpieczeństwa. Zebra, która widzi, jak jej towarzyszkę goni lew, nie zaczyna panikować, bo przecież to nie ją goni... Być może następnym razem właśnie ona będzie musiała uciekać, ale o to będzie się martwić dopiero wtedy.
Teraz może spokojnie się paść.


Z ludźmi sprawa ma się zupełnie inaczej. Odczuwane przez nas lęki tak naprawdę w niewielkim stopniu są związane z bezpośrednim, doświadczanym tu i teraz, niebezpieczeństwem. Boimy się głównie tego, co się może wydarzyć: utraty pracy, ciężkiej choroby, zamachów terrorystycznych... Niektórymi sprawami potrafimy się zamartwiać całymi latami, niemal bez przerwy. Niestety, niezależnie od realności przewidywanego niebezpieczeństwa, na uczucie lęku nasz organizm zawsze reaguje na poziomie fizjologicznym – mobilizuje swoje zasoby, by je wykorzystać do ataku lub ucieczki – w tym niczym nie różnimy się od zebr. Tyle że u ludzi, ponieważ lęk nie znika, mobilizacja ta utrwala się i potrafi całkowicie rozregulować organizm. Rośnie ciśnienie krwi, pojawiają się bóle głowy, bezsenność i, oczywiście, wrzody żołądka. Długotrwały stres potrafi być dewastujący dla organizmu.


Co ciekawe, właściwie wszyscy wiemy, że ma on znaczący wpływ na nasze zdrowie. Kiedy jednak dopada nas jakaś chroniczna przypadłość, trudno nam uznać, że może ona mieć podłoże psychosomatyczne i że niekończące się wędrówki od specjalisty do specjalisty chyba niczego nie zmienią. Niełatwo zacząć się przyglądać swoim lękom i temu, co je karmi w naszym życiu... Oczywiście nie zawsze wystarcza przysłowiowe pozytywne myślenie i nie każdy problem da się natychmiast rozwiązać. Stres jest częścią ludzkiego życia. Jednak z drugiej strony świat, choć nie jest doskonały i nigdy nie zagwarantuje nam pełnego bezpieczeństwa, jest też przecież zupełnie niezłym miejscem do życia. Chyba nie warto zatruwać się nadmiernym lękiem.


A gdy pojawia się ból głowy, kręgosłupa czy inna chroniczna dolegliwość, dlaczego by – oprócz zajmowania się swoim ciałem – nie zadać sobie także pytań: Czego ja się właściwie boję? Czy naprawdę to, czego się obawiam, jest realnym zagrożeniem?

Jacek Krzysztofowicz

Jacek Krzysztofowicz

jest teologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, małżeństw i par. Współpracuje z Polskim Instytutem Ericksonowskim w Łodzi.

Wstecz

comments powered by Disqus