Kozłowski Tomasz

Rachunek sumienia

Wpadła mi niedawno w ręce „Książka dla ciebie” Ewy Mukoid. Przyznaję, że zawsze z dużym dystansem podchodzę do wszelakich poradników i innych przejawów „literatury samopomocowej”. W księgarniach zalegają całe tomy podobnych propozycji, od skleconych naprędce patchworkowych filozofii indywiduów znikąd, przez motywacyjne abecadła, aż po relaksujące (ponoć) kolorowanki dla znerwicowanych i agresywnych białych kołnierzyków. Do wyboru, do koloru. Ech, problemy pierwszego świata: realizować się na ścieżce tao, sklecić laleczkę voodoo symbolizującą moje życiowe lęki, czy może po prostu pójść na kurs ikebany?

„Książka dla Ciebie” jawiła mi się jako kolejny wykwit w tej menażerii książkowych osobliwości dla pseudo-potrzebujących. Przeglądając kolejne strony, wezbrało jednak we mnie całkiem niecyniczne współczucie. A co jeśli czytelnicy podobnych propozycji, ci pseudo-potrzebujący faktycznie wymagają wsparcia?

Tymczasem niezbędna dygresja. Dawno temu, jakieś pół wieku wstecz, David Riesman, psycholog społeczny, sformułował koncepcję człowieka wewnątrz- i zewnątrz-sterownego. Na podstawie różnych historycznych i współczesnych analiz wysnuł wniosek, że człowiek – w zależności od społeczno-kulturowego kontekstu i dominującego wzorca działania – może funkcjonować w oparciu o różne mechanizmy. Przykładowo, XVI-wieczny protestant, zgodnie ze swoją doktryną, oczekiwał tu na ziemi sygnałów od Najwyższego, że może po śmierci liczyć na nagrodę w niebie. Pan Bóg miał mu wówczas po prostu podsypać mamoną na znak, że będzie dobrze. Jesteś bogaty – Bóg cię lubi. Jesteś biedny – pewnie pójdziesz do piekła. Taka to była mniej więcej logika. Ponieważ bez pracy nie ma kołaczy, protestant na swój finansowy sukces w pocie czoła pracował. Jeśli udawało mu się gromadzić kapitał, mógł sobie pomyśleć, że Stwórca mu sprzyja i za jakiś czas zabierze go do raju. Taka postawa w ciągu życia zmuszała go do wyrzeczeń, pracy, oszczędności, ascezy, dyscypliny. Uczyła go charakteru, orientacji na daleki cel, cierpliwości i konsekwencji. Wszyscy wokół mogli pukać się w głowę – „człowieku, odpuść i korzystaj z życia!” – a on nie, on trwał przy swoim. Takie prawomyślne uparciuchy to zdaniem Riesmana kwintesencja wewnątrzsterowności.

Czasy się jednak zmieniły. Komunikacja międzykulturowa przyśpieszyła, pojawiły się nowe perspektywy, możliwości, orientacje, światopoglądy, wszystko się pomieszało i stało się, jak to w postmodernizmie, względne. W tak zmiennym i szybkim świecie wewnątrzsterowność mogła okazać się niekiedy kotwicą, balastem ściągającym jednostkę na dno. Należało chwytać okazje, dostosowywać się do zmian, uczyć się elastyczności, uników, sztuki przetrwania pod gradobiciem innych punktów widzenia. Racjonalizm przeszedł w emocjonalność. Asceza przemieniła się w orientację na przyjemność. Niezależność w zależność od opinii innych. Protestancka pokora w konsumpcyjny narcyzm. Głębokiej przemianie uległa również autorefleksja. Wewnątrzsterowni dążą do samopoznania. Zewnątrzsterowni przeglądają się w opiniach innych. Skutki tego mogą być – jak z wszystkim – dobre i złe. Dobrze jest wiedzieć, co myślą inni. Źle, jeśli jest to fundament naszego działania. Jeśli zbliżamy się do tej drugiej opcji, istnieje ryzyko, że sami o sobie zapomnimy wszystko, co istotne i zaczynamy żyć opiniami innych ludzi. Koniec dygresji. Wnioski? Problem wcale nie jest wyssany z palca i praca Ewy Mukoid unaocznia to z wszystkim bolesnymi konsekwencjami. To elementarz życia dla pogubionych, zewnątrzsterownych jednostek.

Autorka przeprowadza czytelnika, niemal za rękę, przez konstrukcję podręcznika. Tłumaczy mu, że najpierw musi on sobie odpowiadać na pytania kim jest, następnie czego pragnie, co robi, by spełnić swoje marzenia i tak dalej… Każdy z rozdziałów wypełniony jest dziesiątkami pytań, na które czytelnik musi samodzielnie odpowiedzieć. I zadanie to może okazać się niezmiernie trudne (a przecież nikt nie obiecywał, że podróż w głąb siebie będzie łatwa). Czy coś to przypomina? Owszem, ta książka to istny rachunek sumienia (nie tylko protestanckiego) współczesnego konsumenta i zabieganego pracownika. Co niezmiernie istotne – a jednocześnie interesujące – autorka prócz samych pytań zamieszcza również pola przeznaczone dla wypełnienia własną historią. Te zadania mogą okazać się szczególnie trudne i to nie dlatego, że spora część społeczeństwa ma już poważne problemy z budowaniem zdań podrzędnie złożonych, ortografią, albo że nie odróżnia „bynajmniej” od „przynajmniej”. Miejsca te to szansa na powtórną naukę narracji o własnym życiu. Z chwilą gwałtownego przyśpieszenia zapominamy, że nasze życie samo w sobie powinno stanowić opowieść, całość, którą dałoby się sensownie ułożyć, nawet jeśli poszczególne rozdziały okazują się trudne, wstydliwe czy gorzkie. Taki poziom autorefleksji to cecha dziś już rzadka, a przecież niezbędna do budowania poczucia porządku, równowagi, następstwa zdarzeń i przyczynowości we własnym życiu.

„Książka dla ciebie” na pewno w tym nie przeszkodzi. A pewnie pomoże.

 

Kozłowski Tomasz

Kozłowski Tomasz

Wstecz