Marcin Jaroszewski

Psychologia w metaforach cz. 14 - Z człowiekiem jest jak ze szklarzem i bajkopisarzem

W odległym czasie, w dalekim mieście żył młody szklarz. Często cierpiał niedostatek, niewielu bowiem mieszkańców potrzebowało naprawy wybitej szyby lub stłuczonego lustra. Dlatego młody szklarczyk zdziwił się nie mało widząc w drzwiach swojej biednej izby wystawnie ubraną kobietę.

– Witaj chłopcze, powiedziała łagodnym głosem. Przyszłam aby zlecić Ci wykonanie ważnej pracy. Potrzebuję abyś stworzył dla mnie witraż. Tu są wszystkie potrzebne opisy – powiedziała, podając osłupiałemu rzemieślnikowi złożoną kartkę papieru – w rzeczach, o których nie wspomniałam zdaję się na ciebie. Zostawiam teraz zadatek, pozostałą część zapłacę gdy skończysz.

To rzekłszy uśmiechnęła się, położyła na stole złotą monetę i wyszła. Szklarczyk przez chwilę stał bez ruchu ciągle nie dając wiary temu, co zobaczył i usłyszał. O tym, że nie był to sen zaświadczała kartka, którą trzymał w nadal wyciągniętej dłoni i moneta leżąca na stole. Spojrzał na arkusz papieru. Był na niej jedynie szkic kształtu okna z podaną miarą długości i szerokości. To wszystko, ani słowa o tym, co witraż miał przedstawiać. Sięgnął powoli po monetę, nigdy jeszcze nie dotykał prawdziwego złota, nie mówiąc o tym, że miałby je posiadać. To najprawdziwszy skarb – pomyślał. Co teraz? Może to żart, ale nikt przecież dla rozrywki nie zostawia najprawdziwszych złotych monet. Oddać pieniądze i zrezygnować z takiej pracy? Oddać, ale komu? Nie znam przecież ani imienia ani adresu kobiety. Zatrzymać i uciec w dalekie krainy? Nie, to byłoby oszustwo. Może jednak podjąć się zadania? Jeśli złota moneta, majątek jakiego nie zarobiłbym przez lata swojej ciężkiej pracy – gorączkowo rozmyślał szklarz, to dopiero zaliczka jak musiałaby wyglądałaby pozostała część zapłaty. Do końca życia nie zaznałbym już głodu i mógłbym kupić sobie prawdziwe buty i kapelusz. Witraż, hmm, może i dałbym radę. Ale jaki on miałby być? Znam tylko kształt. Czy sam mam zdecydować o całej reszcie? Tak usłyszałem. Jeśli to nie żart, a zdecydowałem już, że nie, to widać takie było Jej życzenie. Dobrze zatem, niech tak będzie. Przygotuję witraż. Najlepiej nie zwlekać, od razu zabieram się do pracy – i z tą myślą wstał od stołu.

Szklarczyk przejrzał wszystkie zakamarki swojego warsztatu szukając kolorowych szkieł. Znalazł ich różne formy i kolory, jednak z jakiegoś powodu najwięcej wśród nich było delikatnie zaokrąglonych niebieskich, zielonych, błękitnych i szafirowych elementów. Postanowił zatem, że witraż będzie przedstawiał morską głębinę. Pracował bez tchu wiele dni, aż pewnego ranka stwierdził, że skończył się zapas szkieł, a witraż nie był jeszcze gotowy. Tym razem nie rozmyślał długo. Wiedział, że musi zgromadzić więcej potrzebnego materiału dla skończenia pracy. Mając złotą monetę mógł odwiedzić wszystkie miejskie bazary i kramy w poszukiwaniu potrzebnych części. Po pewnym czasie okazało się jednak, że nie da się znaleźć ani w samym mieście ani jego bliskiej okolicy wystarczająco wiele z tego czego szukał. Aby ukończyć witraż musiał wyruszyć w świat. Przewędrował wiele gościńców, spotkał wielu kupców i rzemieślników. Choć szkieł przebogatych w swoich barwach i kształtach nigdzie nie brakowało on jakby ich nie widział, szukał bowiem dokładnie tych, których potrzebował do swego dzieła.

Minęło wiele czasu zanim powrócił do warsztatu z torbą pełną kolorów morskiej toni. Kiedy stanął przed drzwiami zastał je uchylone. Powoli wszedł do środka. Przy stole siedziała wytwornie ubrana kobieta, ta sama, która odwiedziła go onegdaj składając przedziwne zamówienie.

– To będzie piękny witraż – zaczęła. Wiem, że wracasz z dalekiej podróży i wiem, co z niej przynosisz. Chcę ci powiedzieć, że gdy tym razem wyczerpią ci się zapasy szkieł i witraż będzie ciągle nieukończony, a tak będzie, nie ruszaj w kolejną wyprawę, a skorzystaj z tego, co wcześniej odrzuciłeś. Tego chcę, i to będzie ukończona praca, za którą otrzymasz hojną zapłatę.

Szklarz nie zdążył odpowiedzieć, gdyż po chwili kobiety już nie było. Czy tak szybko wyszła, gdy on był jeszcze osłupiały, czy zniknęła, czy może było to jedynie przywidzenie, tego nie wiedział. Zrobił jednak jak usłyszał. Faktycznie sprawdziły się wszystkie słowa kobiety. Tak pięknego nieba harmonijnie grającego z morską głębiną, jakie powstało z odrzuconych wcześniej szklanych kolorów nie było chyba dotąd na żadnym innym witrażu.

Kobieta dotrzymała danego słowa i Szklarz poza tym, że sprawił sobie solidne obuwie pierwszy raz w życiu mógł wybrać kapelusz, który mu się po prostu podobał. A był to kapelusz z orlim piórem.

 

Co sprawia, że spośród nieprzeliczonych doświadczeń całego życia, właśnie, te a nie inne stanowią o naszej tożsamości i pamiętamy je jako części własnej historii? Jak to się dzieje, że nieustannie się zmieniając nie mamy wątpliwości, że my to cały czas my? Co wyznacza kurs powtarzanym stale wyborom i decyzjom? Takie lub podobne pytania mógłby zadawać sobie Szklarz gdyby postanowił badać osobowość w ujęciu narracyjnym. Czy postanowił, tego nie wiem.

 

M.J.

 

Dla zainteresowanych tematem przydatne nazwiska: 

Dan P. McAdams

Hubert J.M. Hermans

Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz

comments powered by Disqus