Tomasz Maruszewski

Postacie w naszej głowie

Współczesne zabiegi propagandowe mają zapełnić wyobraźnię Polaków nowymi postaciami.

Mieszkańcy masowej wyobraźni to tytuł książki Krzysztofa Teodora Toe­plitza, zawierającej jedną z pierwszych w Polsce analiz kultury masowej. Mowa w niej o postaciach żyjących w ludzkich głowach. Mogą być nimi np. fikcyjni bohaterowie literaccy, bohaterowie komiksów czy filmów. W Warszawie mamy ulicę Kubusia Puchatka, który wprawdzie był misiem o bardzo małym rozumku, ale za to sympatycznym, i tylko zatwardziały ponurak nie chciałby mieszkać przy takiej ulicy. Mieszkańcy warszawskiej Woli chcieli mieć plac imienia psa Fafika, bohatera znanego z tygodnika „Przekrój”. Toeplitz interesował się specyficzną grupą „mieszkańców masowej wyobraźni” – z przełomu lat 60. i 70. – dziś już dla nas w większości niezrozumiałych.

Współczesne zabiegi propagandowe mają zapełnić wyobraźnię Polaków nowymi postaciami. Nie są to postacie pogodne, podobne do wspomnianych wcześniej. Wiąże się z nimi poczucie krzywdy i zapomnienia. Mamy np. z jednej strony żołnierzy wyklętych, a z drugiej – długo ukrywanych „prawdziwych” twórców „Solidarności” w 1980 roku. Tych ostatnich nie ma na żadnych zdjęciach, po wprowadzeniu stanu wojennego ich podobizny nie widniały na listach gończych itd. Im głębiej sięgamy w przeszłość, tym mniej jest żyjących świadków historii i tym większą rolę odgrywa to, czego możemy się dowiedzieć ze źródeł pośrednich. Dobrze, jeśli są nimi książki, które ktoś zrecenzował. Gorzej, gdy wiedza pochodzi z postów internetowych czy z klipów telewizyjnych, w których występują znani politycy. Nie są one poprzedzane przysięgą „będę mówił prawdę, całą prawdę i tylko prawdę”, natomiast ludzie prostodusznie zakładają, że tak jest: skoro mówi to sam... (tu należy wstawić odpowiednie nazwisko), to mówi prawdę. Tymczasem przemówienia zawierają apele perswazyjne, których celem jest nie tyle dostarczenie wiedzy, ile przekonanie ludzi do pewnej tezy. Jednak żaden mówca nie uprzedza, że będzie to robił. 

Klipy telewizyjne charakteryzuje znaczna kompresja czasowa, dlatego zdarzenie trwające wiele minut, a nawet godzin, zostaje skrócone do niespełna dwuminutowej relacji. To samo dotyczy postów pojawiających się w internecie czy wpisów na Twitterze. Ich niewielkie rozmiary sprawiają, że stają się coraz bardziej dosadne. Autorzy zakładają, że tylko w ten sposób uda się im przyciągnąć uwagę szerszego grona odbiorców. 

Wyobraźnia to ta część naszego umysłu, której zawartość można swobodnie modyfikować. Możemy myśleć o niestworzonych rzeczach, nieograniczeni regułami logiki i prawami fizyki. Modyfikacje te są szczególnie łatwe w przypadku krótkich komunikatów, zawierających nie tylko luki, lecz także skompresowanych w stosunku do zdarzeń rzeczywistych. Te luki wypełnia sam odbiorca, a twórca komunikatu, w którym pozostawiono niedopowiedzenia, może spokojnie stwierdzić: „Ja jestem w porządku, to odbiorcy dodali jakieś informacje i interpretacje”. Z tego też względu skuteczne są np. insynuacje, w których nie mówi się wprost o jakimś nagannym zachowaniu, ale przeciwnie – nawet mu się zaprzecza. Anthony Pratkanis wskazuje, że informacja typu „Kowalski nie sprzedaje kokainy” psuje jego wizerunek. Tak samo działa pytanie: „Czy Kowalski sprzedaje heroinę? Ja tylko pytam”. Słysząc to, odbiorca za każdym razem sobie dopowiada, że skoro ktoś pyta albo zaprzecza, to widać coś jest na rzeczy. A autor tego zabiegu ma minę niewiniątka. Problem w tym, że staje się to coraz bardziej czytelne...

Tomasz Maruszewski

Tomasz Maruszewski

specjalizuje się w psychologii procesów poznawczych i emocji, autor m.in. książki Pamięć autobiograficzna.

Wstecz

comments powered by Disqus