Marcin Jaroszewski

Pokaż mi swój kalendarz, a powiem Ci, gdzie pracujesz

W oświacie, wiadomo , nie przelewa się. Jednak niedostatek ma też swoją dobrą stronę: skłania do kreatywności i czyni świat bardziej różnorodnym.

I tak oto gdy nastaje nowy rok, po powrocie do pracy trzeba wymienić kalendarze. Na firmowe raczej nie ma co liczyć. Esteci w trosce o zachowanie harmonii wnętrza nie szczędzą grosza: landszafcik, martwa natura, konie w galopie. W końcu będą oglądać rzeczony obrazek okrągłe dwanaście miesięcy (pardon, dziesięć). Część, motywowana ascetyzmem albo gardząca formą analogową (na rzecz cyfrowej) pozostawia kalendarz już nieaktualny w spokoju lub w ogóle nie zawraca sobie głowy maskowaniem nieco jaśniejszego fragmentu ściany. W końcu trzecie grupa łącząca w sobie pragmatyzm z nutą wzornictwa przemysłowegon, nosem nie kręci i kalendarze zdobyczne na ścianach wiesza. W tym roku widziałem już spis miesięcy ustrojony w: przewody telekomunikacyjne, wędliny, herbaty, argumenty za zdrową dietą, asortyment robót wysokościowych, widoki fauny i flory lokalnego nadleśnictwa.

Przy moim biurku wisi kalendarz z metalowymi sufitami podwieszanymi, a jaki u Państwa?

Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz

comments powered by Disqus