CEZARY W. DOMAŃSKI

Ongiś

Szenic był autorem wielu publikacji, posługiwał się w nich doskonałym stylem, wybierał tematy którymi mógł zainteresować czytelnika. Niewątpliwie ukoronowaniem tej twórczości jest jego ostatnia książka „Garść wspomnień”, wydana w Poznaniu w 1990 roku.   Jest to kapitalna opowieść o dziejach jego rodziny oraz o jego barwnych losach. Jak słusznie napisano na okładce, autor przytacza mnóstwo ciekawych dygresji, świadczących o rozległości jego zainteresowań.

 

Stanisław Szenic opowiedział w książce ”Garść wspomnień” o frapujących, czasem niezwykłych epizodach ze swojego życia. Zawarł w niej także wiele dygresji o innych ludziach. I teraz, trzymając w rękach jego list przypomniała mi się taka jedna zabawna historia, z przyjemnością więc sięgnąłem po tom jego wspomnień, aby ją sobie odświeżyć.

 

Szenic bywał przed wojną w domu pewnego senatora i prawnika w Katowicach, który odbywał aplikację jeszcze pod zaborem niemieckim, w Turyngii. Otóż w miejscowości, do której został on skierowany urzędował pewien naczelnik sądu. Człowiek ten cieszył się poważaniem w całej okolicy. Wydawał sprawiedliwe wyroki i bardzo rzadko zakładano od nich apelację. Pod koniec XIX wieku wprowadzono w Niemczech nowy kodeks „Bürgerliches Gesetzbuch”, który uchylał pewne przepisy dawnego „Landrechtu”. Po pewnym czasie obowiązywania nowego prawa powołano komisje, które kontrolowały zgodność z nim wydanych orzeczeń. Zdarzyło się, że wspomnianemu sędziemu po kontroli przeprowadzonej przez taką komisję zarzucono, iż w swych wyrokach za mało trzyma się nowego kodeksu. Reakcja skarconego prawnika była dość nieoczekiwana. Jak pisał Szenic:

[Sędzia] poczuł się tą uwagą dotknięty, a ponieważ w Turyngii niejednokrotnie zmieniano ustawy, zabrał się do ich przewertowania, przekonany, że znajdzie jakieś nieżyciowe przepisy. Udało mu się istotnie wynaleźć ustawę, którą zapomniano uchylić, przewidującą za kradzież drzewa karę spalenia na stosie. Gdy mu się więc zdarzyło, że jakąś kobiecinę przyłapano w państwowym lesie na kradzieży drzewa, zasądził ją na podstawie tej ustawy (przypilnował zapewne wsuwając jej kilka talarów, aby nie wniosła odwołania) i wyrok się uprawomocnił. Wystąpił potem z pismem do prezesa sądu o przydzielenie odpowiedniej ilości sążni drzewa dla wykonania wyroku. Powstał niebywały harmider w całych Niemczech, gdyż zainteresowani sprawą dziennikarze szeroko się o niej rozpisywali. Sam cesarz Wilhelm II musiał w drodze łaski ratować biedną babinę przed okrutną śmiercią. (s. 64-65)

 

Jak widać nieżyciowe, źle skonstruowane prawo to nie jest wynalazek dnia dzisiejszego. Ta historia skłania jednak także do innych refleksji. Rad bym poznać nazwisko tego sędziego i dowiedzieć się jak dalej potoczyła się jego kariera. Trudno jednak powiedzieć coś na ten temat. Jedno jest wszakże oczywiste: ponieważ w owych czasach nie było Internetu, ominęła go więc lektura bezinteresownie zawistnych anonimowych opinii, która czeka dziś każdego komu środki masowego przekazu poświęcą choćby odrobinę uwagi.

 

CWD

 

PS. W roku 1975 Stanisław Szenic wydał zbiór felietonów, drukowanych wcześniej w piśmie „Nowe Książki”. Jego tytuł brzmiał właśnie „Ongiś”.

CEZARY W. DOMAŃSKI

Dr hab. CEZARY W. DOMAŃSKI jest profesorem nadzwyczajnym, dyrektorem Instytutu Psychologii oraz kierownikiem Zakładu Psychologii Ogólnej UMCS w Lublinie. Jest także członkiem Rady Naukowej Instytutu Historii Nauki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Zajmuje się historią psychologii oraz psychologią twórczości.

Wstecz

comments powered by Disqus