Tomasz Maruszewski

Moja racja jest najlepsza?

rys. runeer/istockphoto

Postępowanie zgodne z głoszonymi wszech i wobec zasadami jest znacznie skuteczniejsze aniżeli proste dowodzenie wyższości głoszonych poglądów nad innymi.

reklama

Coraz częściej mamy do czynienia ze zdarzeniami, które wywołują dezaprobatę, są ostro krytykowane czy wręcz wydają się podlegać karze. Jednak ich sprawcy są przekonani o własnej racji i nie biorą pod uwagę argumentów przemawiających przeciwko ich stanowisku. To oczywiście rodzi wielkie emocje i prowokuje ostre spory. Podczas konfliktu obie jego strony okopują się i przywdziewają „psychologiczne zbroje”, które skutecznie izolują je od informacji docierających z wrogich okopów. Co takiego sprawia, że przedstawiciel stron są tak silnie przywiązani do własnych racji?

Najprostsza odpowiedź: są oni przekonani o „słuszności sprawy”, w imię której występują. Ludzie wierzą w to, co robią, a im silniej wierzą, tym bardziej skrajne czyny skłonni są podejmować. Skąd jednak bierze się owa wiara?
Oczywiście może ona być na przykład wynikiem objawienia, w wyniku którego poznajemy prawdy ostateczne, które mówią nam, „jak jest naprawdę”. Takie sytuacje zdarzają się jednak niezmiernie rzadko. Ich wynikiem mogą być nagłe konwersje religijne, w wyniku których ktoś porzuca swoje dotychczasowe przekonania i zaczyna przyjmować nowe - literatura religijna pokazuje wiele przypadków tego typu.

Znane są także przykłady konwersji politycznych. W tym przypadku raczej nie da się mówić o działaniu boskiej siły – można co najwyżej myśleć o przyczynach oddania się władzy konkretnego politycznego przywódcy. Jeśli konwersja i akt politycznego poddaństwa są bezinteresowne, możemy zakładać, że wiara w owego przywódcę jest wielka. Gdy jednak oddanie się władzy przynosi namacalne korzyści, to jego efektem może być to, że konwertyta zaczyna instrumentalnie traktować siebie, ale i politycznego przywódcę. Stąd już bardzo blisko do cynizmu. Dlatego też przywódcy nader chętnie wykorzystują elementy różnych rytuałów religijnych, by uzyskać silniejszy wpływ na swoich zwolenników.
 
Zdecydowanie częściej konwersja jest skutkiem niewielkich zmian, dokonujących się nie tylko pod wpływem własnych refleksji, lecz także pod wpływem oddziaływań zewnętrznych. Dobrym przykładem może tu być działalność misjonarzy – rzadko liczą oni na nagłe objawienia, częściej ich żmudna praca trwa wiele lat i przyjmuje różne formy. To nie tylko przekonywanie do nowej religii, lecz także praca oświatowa, charytatywna lub proste sprawowanie opieki nad najbardziej potrzebującymi. Misjonarze wiedzą, że postępowanie zgodne z regułami głoszonej religii jest znacznie skuteczniejsze aniżeli proste dowodzenie jej wyższości nad innymi. „Misjonarze polityczni” po objęciu władzy często o tej prawidłowości zapominają.

Niezwykle ważne jest to, by akty konwersji były spostrzegane jako efekty własnych autonomicznych decyzji, a nie wynik oddziaływań zewnętrznych, takich jak kary i nagrody. Bardzo dobrym przykładem działania tego mechanizmu jest eksperyment Festingera i Carlsmitha, w którym amerykańskim studentom oferowano wynagrodzenie za wygłoszenie uwag niezgodnych z ich postawami. Konkretnie – poproszono ich o napisanie eseju wychwalającego reżim Fidela Castro (stosunki miedzy Stanami Zjednoczonymi i Kubą były wówczas bardzo napięte). Połowie studentów za wykonanie tego zadania oferowano niewielką kwotę – 1 dolara, natomiast pozostałym zapłacono po 20 dolarów.
Następnie w obu grupach przeprowadzono badanie postaw do reżimu kubańskiego. Okazało się, że tylko w jednej z nich zmieniły się one in plus. Której? Jeśli opierając się na zdrowym rozsądku zakładasz, że reżim Castro polubili studenci z grupy „20-dolarowej” - mylisz się.

Ktoś powie – ale to właśnie ich postawy powinny się zmienić, przecież tym studentom się to opłaciło. Prawda jest jednak bardziej skomplikowana. Postawy zmieniły się w grupie, która odniosła niewielkie korzyści – studenci musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego napisałem/am coś wbrew swoim przekonaniom. Nic, albo prawie nic (1 dolar) na tym nie zyskałem/am. Wobec tego chyba ten reżim kubański nie jest wcale taki zły – chyba nawet trochę ich lubię. Autorefleksja grupy hojnie wynagradzanej może być mniej przyjemna – zrobiłem coś dla pieniędzy; krok następny – jestem przekupny. Stąd już niewiele trzeba, by machnąć ręką na wyznawane wartości i robić to, co się opłaci.

Warto zastanowić się nad tym, jakie znaczenia to może mieć znaczenie dla technologii sprawowania władzy. Jeśli ludzie korzystają obficie z nowych przywilejów – to zgodnie z wynikami wspomnianego eksperymentu – zaczynają spostrzegać siebie jako osoby zorientowane na wartości materialne. Aby traktować siebie jako kogoś „oddanego sprawie” muszą posługiwać się racjonalizacjami. Wystarczy włączyć telewizor, aby usłyszeć litanię takich racjonalizacji. Ale o tym następnym razem.

Zapraszamy do zakupu subskrypcji - wszystkie artykuły z Charakterów, Psychologii Dziś i Psychologii w Szkole na wyciągnięcie ręki!

 

Subskrypcja czasowa - dostęp do wszystkich artykułów na stronie charaktery.eu plus aktualne, elektroniczne wydanie "Charakterów" (w formacie epub).

Na stronie znajdziesz ponad 4000 tekstów z aż trzech naszych czasopism: Charakterów, Psychologii Dziś oraz Psychologii w Szkole! 

Kup subskrypcję i ciesz się dostępem do wiedzy psychologicznej podanej w przyjazny sposób.

PROMOCJA!

1 miesiąc dostępu, 1 numer "Charakterów" - 17 złotych 12 złotych 
3 miesiące dostępu, 3 numery "Charakterów" - 50 złotych 35 złotych
6 miesięcy dostępu, 6 numerów "Charakterów" - 95 złotych 65 złotych
1 rok dostępu, 12 numerów "Charakterów" - 180 złotych 120 złotych

Dajemy też opcję zakupu 5 dowolnie wybranych artykułów bez żadnych ograniczeń czasowych, dostępnych zawsze na Twojej półce! 

5 artykułów bez ograniczeń czasowych - 3 złote

Zobacz nowy numer Charakterów!

Tomasz Maruszewski

Tomasz Maruszewski

specjalizuje się w psychologii procesów poznawczych i emocji, autor m.in. książki Pamięć autobiograficzna.

Wstecz

comments powered by Disqus