Tomasz Kozłowski

Facebook. Ikonki pełne emocji?

fot. Petar Chernaev/istockphoto

Facebook zaproponował niedawno swoim użytkownikom zestaw ikonek, za pomocą których mogą wyrażać swoje stany emocjonalne: radość, smutek, złość, zaskoczenie oraz dwie „postawy”: „lubię” i „kocham”. Proste? Aż za bardzo.

Każdy, kto ma psa, gotów jest przysiąc, że jego czworonożny przyjaciel potrafi się uśmiechać. Niby nie tak jak człowiek, ale coś w jego oczach i tak mówi, że psiak się raduje. Z jednej strony to ludzka skłonność do przypisywania innym – również zwierzętom i przedmiotom – intencji daje o sobie mocno znać, z drugiej – to właśnie ssaki, w przeciwieństwie do starszych ewolucyjnie krewnych, jak gady czy płazy, rozwinęły paletę emocji, które potrafią świetnie komunikować. U ludzi taki podstawowy zestaw stanowi „uniwersalna szóstka”: radość, smutek, zaskoczenie, wstręt, złość i obrzydzenie. Zarówno ich komunikowanie, jak i percepcja są w nas wdrukowane biologicznie: nawet maleńkie, głucho-niewidome dzieci komunikują swoje emocje tak samo, choć nikt nie miał szans nauczyć ich dokładnej ekspresji mimicznej.

Warto pamiętać, że wspomniana „szóstka” to emocjonalny elementarz. Z jego znajomością przychodzimy na świat, jednak z biegiem lat kilka fundamentalnych stanów powoli zaczyna tworzyć zdumiewające i liczne odcienie. Odcienie te wpisują się w pejzaż naszej kultury, oddają całą złożoność emocjonalnego życia jednostek i grup. Ironia, współczucie, zazdrość, melancholia, Schadenfreude – to tylko kilka „szarości”, które towarzyszą nam każdego dnia. Jak odmalować je przy pomocy kilku „wysokokontrastowych” emotikonów?

Dla chcącego nic trudnego, ja jednak wolę w takich wypadkach zdać się na mądrość zasady Vilfreda Pareta, czyli słynnej reguły 20:80. Dwadzieścia procent ludzi być może zdecyduje się na emocjonalno-komunikacyjną żonglerkę, większość jednak opowie się za tym, co łatwiejsze i bardziej intuicyjne, prawdopodobnie ze stratą dla całej komunikacji. Wszak nie każdy jest wirtuozem porozumiewania się. Zwłaszcza że schlebiająca ekshibicjonistycznym zapędom logika mediów społecznościowych dopieszcza kiełkującego w większości użytkowników narcyza. A jak wygląda komunikacja z narcyzem – chyba każdy miał okazję choć raz w życiu się przekonać.

Jako socjologowi wypada mi… zaapelować o rozwagę. Konstruując programy studiów kładę nacisk nie tylko na wiedzę i umiejętności przyszłego absolwenta. Wierzę, że fundamentem jego przyszłego funkcjonowania są głównie społeczne kompetencje, jako że to one przesądzają o jakości naszej komunikacji, a to od niej zależy nasza satysfakcja w kontaktach z innymi, a więc również w pracy, w rodzinie, w życiu.

Nasze kompetencje społeczne – a to one przesądzają o jakości komunikacji – kształtują się całe życie, jako że świat ludzi wokół nas nieustannie się zmienia. Zamykanie go w policzalnym repertuarze kilku emotikonów może podtrzymywać niepotrzebną iluzję, w której ludzie stają się bytami stosunkowo prostymi w obsłudze i opisie. A wystarczy otworzyć dobrą książkę, by przekonać się, jak dalekie od prawdy jest takie twierdzenie. Problem jednak w tym, że w świecie łatwej i prostej rozrywki, książki otwierane są dziś znacznie rzadziej. To fascynujące źródło wiedzy o duszy odchodzi do lamusa. Długą opowieść o życiu zastępują coraz krótsze komunikaty o bieżących, pozornie ważnych zdarzeniach, również o chwilowych emocjach.

Ale emotikony to nie tylko uboższa komunikacja. Wszyscy wiemy, że już sama obecność guzika skłania do wciskania go. Częste korzystanie z podobnych funkcjonalności wykształca w nas kolejny niepotrzebny konsumencki nawyk: zajmowanie stanowiska względem… wszystkiego. Lubię to. Wkurza to. Smuci to. Śmieszy to. I tak dalej, i tak dalej. Może to powodować wrażenie, że niemal wszystko warto komentować, a skoro wszystko zasługuje na ustosunkowanie się – nie ma rzeczy ważnych i nieważnych. Mam zdanie na każdy temat.

Przyczynia się to do stanu, który psychologowie pozytywni, w tym Mihály Csíkszentmihályi, popularyzator pojęcia „przepływu”, nazywają umysłową entropią. Nasz umysł codziennie zaśmiecany jest setkami, jeśli nie tysiącami, treści bez większego znaczenia. Ich natłok wywołuje psychiczny szum, który trudno nam zignorować, a który jednocześnie powiększa nieprzyjemne uczucie braku kontroli nad otaczającym nas światem: przecież tyle się dzieje! Tak trudno nad wszystkim zapanować!

Może zatem warto sobie kilka spraw odpuścić? Czy naprawdę tak często muszę zajmować stanowisko? Czy rzeczywiście moje zdanie w każdej kwestii jest tak bardzo ważne? Czy faktycznie reszta cyberświata nie zaśnie, dopóki nie zapozna się z moimi opiniami w każdym temacie? Czy jest bardziej wymowny przejaw braku empatii?

Gdzie indziej przekonamy się o tym, jeśli nie w żywej, bezpośredniej rozmowie z drugim człowiekiem? Zamiast klikać ikony z myślą o setkach półanonimowych cyberznajomych, przedstawmy swoje stanowisko kilku ważnym osobom w realu. Gwarantuję dużo większą frajdę. A całemu arsenałowi ikonek mówię: niepokoi to.

Tomasz Kozłowski

Tomasz Kozłowski

jest socjologiem, pracuje w Katedrze Edukacji i Nowych Mediów Wydziału Nauk Społecznych Collegium Da Vinci w Poznaniu.

Wstecz

comments powered by Disqus