Marcin Jaroszewski

Druga Ziemia

Jak science fiction może inspirować psychologiczny wgląd.

Tytuł zapożyczony z oglądanego kiedyś filmu (uwaga, dalej mowa o jego zakończeniu): dramat w osnowie SF; kino niezależne z przewagą dialogów nad efektami specjalnymi. Nie o sztuce filmowej jednak w tym miejscu, a o fantastycznej (nomen omen) inspiracji do umysłowego eksperymentu. Otóż główna bohaterka w finałowej scenie staje przed sobą samą – z tym, że w osobie pochodzącej z bliźniaczej planety, tytułowej Drugiej Ziemi (Another Earth, 2011). Historia nabrzmiała tragedią, pragnieniami i  fascynacją znajduje swój finał w scenie pod względem formy nieprawdopodobnie zwyczajnej, powszedniej jak rozmowa z sąsiadem. Spotkanie obcego-siebie jest dosłowne, fizyczne... ludzkie.

I tu otwiera się przestrzeń do zapowiedzianej wcześniej umysłowej wycieczki w głąb: wyobrażonego stanięcia twarzą w twarz  z sobą samym: nie z myślami o sobie, nie z odbiciem w lustrze albo wizerunkiem na fotografii, ale z żywą osobą, która akurat jest Tobą [dla efektu oddającego charakter propozycji bardziej niż relacji pozwolę sobie na używanie drugiej osoby liczby pojedynczej]. Mogłoby to wyglądać tak: Pogodny dzień, samochody, budynki, drzewa, przechodnie. Idziesz bez pośpiechu. Jedna z osób nadchodząca z naprzeciw przykuwa Twoją uwagę. W jednym błysku rozświetlającym umysł uświadamiasz sobie, że widzisz siebie. To nie złudzenie, nie ktoś łudząco podobny. To Ty.

Po pierwszym zaskoczeniu, nazwijmy je estetycznym, przychodzi drugie z nieporównywalnie bardziej uginającą nogi siłą. Zaraz spotkasz osobę, która wie o tobie wszystko: zna Twoje kłamstwa i zdrady, pragnienia i lęki, miłości i zranienia; zna Twoje dzieciństwo i młodość, zna przyjaźnie i konflikty, sukcesy i porażki, plany, marzenia i tęsknoty. Zna sekretne zmagania toczone w głębi serca i nigdy nie wypowiedziane na głos myśl. Tak samo ty znasz tę osobę. Żeby było ciekawiej nadchodząca osoba całej swojej bliźniaczości z Tobą nie jest Twoją kopią; ubrana w identycznym guście, lecz nieco inaczej, słuchająca tej samej, co ty muzyki, lecz utworów, których (jeszcze) nie znasz. Przy całej swojej (science fiction) równoległości jesteście oddzielnymi osobami, z krwi i kości. Idziesz więc naprzeciw tego, kto zna zakamarki twojej pamięci, kogo nie zwiedziesz  i nie oszukasz.

Co teraz zrobisz?

Udasz, że nie widzisz i pospiesznie pójdziesz dalej za wszelką cenę nie oglądając się za siebie? Zatrzymasz się w oszołomionym bezruchu czekając na inicjatywę drugiego-Ty? Pozdrowisz i zaczniesz rozmowę? Wpadniesz sobie w ramiona jak robią to starzy przyjaciele? Będziesz skrępowany, czy rozluźniony; niepewny, czy uradowany; milczący, czy serdeczny? Będziesz patrzył we własne oczy, czy unikniesz spojrzenia? Czy zaraz się ze sobą rozstaniesz, czy będzie to początek długiego spotkania? Czy znajdą się tematy, na które, choć znacie się na wskroś, będziecie żywo dyskutować? Będziecie się razem śmiać, a może płakać? Co się wydarzy… i co to zmieni?



Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz

comments powered by Disqus