Jacek Krzysztofowicz

Dawanie i branie

Paradoksalnie, branie jest trudniejsze niż dawanie. Dawanie jest związane z poczuciem siły, branie wymaga pokory.

Bardzo często podczas sesji psychoterapii sugeruję moim pacjentom większą troskę o własne potrzeby. Proponuję im, by rozważyli dokonanie w swoim myśleniu i działaniu korekty, polegającej na zmniejszeniu nacisku na „powinienem” na rzecz „chcę” i „potrzebuję”. Krótko mówiąc, aby myśląc o swoich planach na bliższą i dalszą przyszłość, nie bali się uwzględniać samych siebie. Odpowiedzią na te sugestie jest przeważnie pytanie: czy to aby nie jest egoizm? Czy zadbanie o swoje potrzeby kosztem mniejszej koncentracji na potrzebach innych ludzi, zwłaszcza najbliższych, to nie jest coś złego?

Wielu z nas nosi w sobie wszczepiane od najmłodszych lat przekonanie o moralnej wyższości dawania nad braniem. Dawanie kojarzymy z postawą bezinteresowności, branie zaś z egoizmem. Prawdziwe dawanie miałoby więc miejsce wyłącznie wtedy, gdy niczego nie oczekujemy w zamian. Oczekiwanie wzajemności miałoby być czymś interesownym, stawiającym pod znakiem zapytania szczerość daru. Nie wydaje mi się, by to była prawda.

Bezinteresowny może być tylko Bóg. Z definicji jest on bowiem istotą doskonałą, a więc niczego nie można mu dodać, niczego nie potrzebuje od ludzi. Jeśli więc daje, to niczego nie domaga się w zamian (o czym ludzie religijni często zapominają, próbując go przekupić albo odpłacić się za otrzymane łaski). Z ludźmi sprawa ma się, oczywiście, inaczej. Z jednej strony nie jesteśmy doskonali ani samowystarczalni, z drugiej zaś dawanie sprawia, że mamy coraz mniej – sił, energii, zasobów... Człowiek nie jest w stanie na dłuższą metę dawać bez wzajemności. Musi też brać, bo w przeciwnym razie traci siły i słabnie.

To pierwszy powód, dla którego w ludzkim życiu branie jest nie mniej ważne niż dawanie. Istnieje jednak powód drugi, nie mniej ważny: bez brania nie istnieje ani miłość, ani bliskość. Miłość jest ruchem wymiany darów między dwiema osobami – gdy ustaje wymiana, znika też miłość. Właściwie każda autentyczna relacja między dwojgiem osób opiera się na wymianie. Jest ona nieustannym wzajemnym komunikatem: z wdzięcznością przyjmuję od ciebie twój dar, ale ty też pozwól się obdarować. Pokazujemy w ten sposób, że nawzajem się potrzebujemy. To bardzo przykre usłyszeć od kogoś: nic nie możesz mi dać, niczego od ciebie nie potrzebuję, niczego nie chcę. Tylko dając i biorąc – i pilnując równowagi między jednym i drugim – można być naprawdę blisko drugiego człowieka.

To paradoksalne, ale w rzeczywistości branie jest trudniejsze niż dawanie. Dawanie jest związane z poczuciem siły: daję ci, bo mam więcej niż ty, bo jestem od ciebie większy. Branie często wymaga pokory, uznania własnej małości i niewystarczalności. Nie jest łatwo powiedzieć: proszę, potrzebuję cię. Odmowa brania to odmowa uznania zależności. Oczywiście można swoją niezależność i autonomię ciągle chronić. Starać się wszystko zawdzięczać sobie i nic nikomu nie być winnym – próbować być bogiem. Im mniej biorę, tym bardziej jestem niezależny. Niestety, ta niezależność oznacza po prostu samotność.

Dobrze jest umieć się odnajdować w obydwu rolach: i dawcy, i biorcy. Zgadzać się na to, że czasem jesteśmy trochę bardziej w pierwszej, a czasem trochę bardziej w drugiej. Czasem trochę więcej dajemy (bo mamy), a czasem trochę więcej bierzemy (bo potrzebujemy). Ciągle zaciągamy i spłacamy sobie nawzajem długi. Nie próbujmy udawać, że jesteśmy bogami – zdolnymi do niekończącego się obdarowywania innych i niepotrzebującymi niczego w zamian.

Jacek Krzysztofowicz

Jacek Krzysztofowicz

jest teologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, małżeństw i par. Współpracuje z Polskim Instytutem Ericksonowskim w Łodzi.

Wstecz

comments powered by Disqus