Tomasz Kozłowski

Czyja bardzo wielka wina?

Po wpisaniu w Google frazy „It’s my fault” (to moja wina), wyszukiwarka zaoferowała mi ponad pół miliona adresów. Po wpisaniu „It’s not my fault” (to nie moja wina) wyników było trzy razy więcej. Że posłużę się popularnym w żargonie usieciowionych powiedzonkiem: Przypadek? Nie sądzę.

W wynikach wyszukiwania, tym razem pod zakładką „grafika”, natrafiłem natomiast na następujące obrazki/sentencje: To nie moja wina, że mnie nie lubisz, to z tobą jest coś nie tak. To nie moja wina, że nie nauczyłem się odpowiedzialności. To nie moja wina, że jesteś do d… To nie moja wina, że przytrafia się coś złego, to przeznaczenie. To nie moja wina, tylko Busha.

I wiele innych.

Kto pamięta film „Buntownik z wyboru” pamięta też zapewne jedną z ostatnich scen, gdy tytułowy bohater, geniusz i wrażliwiec skłócony z systemem (grany przez Matta Damona), ląduje w ramionach nauczyciela-mentora (Robin Williams) i płacze jak dziecko, podczas gdy tamten wytrwale powtarza słowa: „To nie twoja wina. To nie twoja wina” (scena sparodiowana zresztą przez prześmiewczy serial „Family Guy”). Trudne dzieciństwo, przemoc, jakiej doświadczył i inne traumy doprowadziły do przeistoczenia się z młodzieńca w młodocianego – obiera drogę buntu, balansuje na granicy prawa, marnuje talent, prowokuje. Ale to nie jego wina. Zresztą każdy potrafi przytoczyć przykłady produkcji (nie tylko zaoceanicznych, ale Amerykanie zdają się w tej kwestii celować), w których sakramentalne „to nie twoja wina” urasta do głównej puenty. Obwiniałeś się, ale to wszystko nie tak, źle to zrozumiałeś. I każdy, kto myśli podobnie – myśli źle. Bo rzeczywistość jest zbyt złożona, by jej konsekwencje „zawłaszczać” dla siebie, przyoblekać w rezultaty swoich decyzji. Bo przecież trzepot skrzydeł motyla na wyspach południowego Pacyfiku może doprowadzić do huraganu u wybrzeży Los Angeles. I co, czyja to wina? Któż z nas tego nie słyszał…

Inny przykład. „Dlaczego czarni nie potrafią pływać?” – tak brzmiał tytuł intrygującego artykułu, na jaki natrafiłem na stronach portalu BBC. Nie był on nowy, pochodził jeszcze z 2010 roku i rozpoczynał się od tragicznej relacji ze zdarzenia, w którym utonęło sześcioro czarnych nastolatków próbujących ratować innego tonącego. Artykuł ten podlinkował inny internauta, przy okazji dyskusji, jaka rozgorzała na jednym z internetowych forów pod innym artykułem dotyczącym utonięć. Któryś z dyskutujących – przytomnie zresztą – zauważył, że wszystkie przedstawione interwencje ratownika dotyczyły topiących się czarnych. No i się zaczęło: jak na dłoni widać, że czarnym w wodzie nie idzie (nie mówiąc już o totalnej absencji czarnych pływaków w zawodach sportowych). Forum podzieliło się: jedni wyzywali innych od rasistów, inni przywoływali statystyki wakacyjnych przybasenowych zgonów i artykuły podobne do tych, co opublikowany na stronach BBC. Fakty zdawały się potwierdzać: czarni faktycznie gorzej pływają.

Ajaj, niefajnie to brzmi… Tu rasa, tu brak umiejętności, a tu z kolei fakty… Jak z tego wybrnąć i nie być posądzonym o rasizm? I wreszcie pytanie, które wielu kołatało się w głowie: czyja to wina? Czarnych? Nawet BBC dało wyraz niewygody tworząc w odpowiedzi co najmniej kilka teorii. Rzeczywistość jest zbyt rozparcelowana, by można było puchnące domysły odjąć jednym sprawnym cięciem. Trzeźwo zwrócono uwagę, że brak umiejętności pływania na ogół jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Tonący czarni niemal zawsze mają nieumiejących pływać rodziców. Zwracano uwagę na możliwe braki w edukacji, brak pieniędzy, by słać dzieci na kursy pływania, wreszcie niewytłumaczalny strach (nierzadko, okazuje się, tłumaczeniem jest: nie wysyłam dzieci na kurs pływania, bo panicznie boję się, że utonie!”), i tak dalej… Z perspektywy tego tekstu merytoryczna poprawność którejś z argumentacji nie jest istotna, sama ich mnogość jest jednak interesującym świadectwem naszych czasów: poszukiwaniem pierwszej przyczyny bez jednoczesnego wskazywania winnego. Czyżby „winny” w płynnych czasach okazał się pojęciem zbyt niepłynnym, zbyt twardym i niepodatnym na erozję? Interesujące, jeśli zwarzyć na fakt, że Zachód korzeniami siedzi w spuściźnie chrześcijańskiej, w doktrynie nieustającej winy, od narodzin aż po sam koniec.

Więcej tutaj Polecam :)

Tomasz Kozłowski

Tomasz Kozłowski

jest socjologiem, pracuje w Katedrze Edukacji i Nowych Mediów Wydziału Nauk Społecznych Collegium Da Vinci w Poznaniu.

Wstecz

comments powered by Disqus