Jacek Krzysztofowicz

Czekanie

fot. in-future/istockphoto

Ważne decyzje mają to do siebie, że dojrzewają powoli, do wewnętrznej zmiany trzeba dorosnąć. W życiu bardzo potrzebne są cierpliwość i umiejętność czekania. Lepiej poczekać, niż wsiąść do pierwszego z brzegu pociągu.

Oglądałem kiedyś film o człowieku mieszkającym na dworcu. Całymi dniami wałęsał się po peronach, jadł w dworcowych barach, spał na ławce w poczekalni. Nieustannie przyglądał się przyjeżdżającym i odjeżdżającym pociągom – i nigdy do żadnego z nich nie wsiadł...

Oczywiście nie jesteśmy tacy jak on: mamy rodziny, chodzimy do pracy, robimy mnóstwo ważnych i pożytecznych dla świata rzeczy. Prowadzimy uporządkowane i celowe życie. Czy jednak na pewno w niczym nie jesteśmy do tego człowieka podobni? Być może mamy coś wspólnego. Być może nosimy w sobie doświadczenie jakiejś nieokreślonej tęsknoty, wewnętrznej pustki, oczekiwania na coś, niespełnienia... Ta część naszego wewnętrznego życia bywa bardzo ważna. To w niej rodzą się frustracja i smutek, które potrafią ogarnąć całe życie. Życie, które zaczyna czasami przypominać siedzenie na dworcu i patrzenie na odjeżdżające pociągi. A temu siedzeniu towarzyszy udręka poczucia, że chcę się z tego miejsca wydostać, gdzieś się udać, ale, niestety, ciągle nie wiem, dokąd jechać, do którego pociągu wsiąść. Zresztą, być może już wiem, ale nie wierzę, że to możliwe, brakuje mi sił...

Takie doświadczenie utknięcia, niechcianego bezruchu czy wręcz wewnętrznego paraliżu jest bardzo ludzkie i być może częstsze, niżby się  wydawało. To naprawdę w porządku nie wiedzieć, co dalej, nie mieć sił, doświadczać w życiu bezsilności, nie umieć podjąć ważnej decyzji – częściej czy rzadziej każdemu z nas się to zdarza.

W trzecim rozdziale Ewangelii Łukasza, po opisie zdarzeń związanych z cudownym pojawieniem się Jezusa na świecie, możemy przeczytać: „Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. (…) rozpoczynając swoją działalność miał lat około trzydziestu”.

To ciekawe, ale właściwie nic nie wiemy o tych trzydziestu latach życia Jezusa przed rozpoczęciem przez niego publicznej działalności. Możemy się jednak domyślać, że spędził cały ten czas w Nazarecie – maleńkim, prowincjonalnym, niczym niewyróżniającym się miasteczku. Pracował tam fizycznie jako cieśla, spotykał się i rozmawiał z krewnymi i znajomymi, co szabat udawał się do synagogi... i czekał. Co robił przez te wszystkie lata? Dojrzewał i czekał. Kiedy dotarła do niego wiadomość o pojawieniu się Jana Chrzciciela, był gotów. Wiedział, że to właśnie jego czas. Po trzydziestu latach...
Ważne decyzje mają to do siebie, że dojrzewają powoli, do wewnętrznej zmiany trzeba dorosnąć. W życiu bardzo potrzebne są cierpliwość i umiejętność czekania. Lepiej poczekać, niż wsiąść do pierwszego z brzegu pociągu.

Samo bierne oczekiwanie to jednak trochę za mało. Ma ono sens, ale pod warunkiem, że czekamy w skupieniu. Co to znaczy?
Po pierwsze, trwając w głębokim namyśle nad własnym życiem. Nie lekceważąc niczego, co pochodzi z własnego wnętrza: myśli, uczuć, pragnień. Wsłuchując się we wszystkie swoje wewnętrzne głosy, nawet te, które próbujemy ze wszystkich sił zagłuszyć. Po drugie, uważnie obserwując zewnętrzny, otaczający nas świat. Nie można zapominać, że jesteśmy jego częścią – ignorować istnienia innych ludzi (zwłaszcza najbliższych), lekceważyć podjętych zobowiązań, nie zważać na nic i na nikogo.

Jeśli uda nam się taką postawę zachować, to w momencie pojawienia się naszego pociągu po prostu będziemy wiedzieli, że to ten właściwy. Będziemy również mieć wewnętrzną pewność, że właśnie nadszedł czas, by do niego wsiąść. I nie zabraknie nam ani siły, ani odwagi, by to zrobić i ruszyć w nową drogę.

Jacek Krzysztofowicz

Jacek Krzysztofowicz

jest teologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, małżeństw i par. Współpracuje z Polskim Instytutem Ericksonowskim w Łodzi.

Wstecz

comments powered by Disqus