Tomasz Kozłowski

Chapeau bas!

Zamieniam się w smutną pandę ilekroć oglądam materiał wysmażony, spreparowany (jak to, psiakrew, nazwać), wyrzeźbiony, posklejany przez redaktora Macieja Mazura z TVN-owskich „Faktów”. Ów pan ma najwyraźniej ambicję być naczelnym dziennikarskim błaznem polskich mediów, zupełnie nie rozumiem dlaczego. Już od dawna Maciej Mazur podnosi tematy i stawia tezy absurdalne, nieważne, głupie. Nie pomnę niemal żadnego, bo żaden nie zasługuje na to, by go zapamiętać, cóż, takie czasy, takie standardy. Na przyszłość: gdybyście kiedyś w telewizji obejrzeli materiał o predatorach w Sejmie, smarowaniu budynków masłem, gotowaniu poselskich skarpet, zjadaniu spinaczy czy pisaniu poezji dla lam i rosomaków – bo czemu by nie? – możecie być pewni, to robota Macieja Mazura. On wynajdywał nie takie już niusy, nie takich ekspertów w temacie już dopadał. Łatwizna. Jestem gotów się o to założyć. O tym, że zakład taki bym wygrał przekonał mnie jeden z ostatnich materiałów tego cesarza reportażu – pogoń policji za świnią na jednej z wiejskich dróg. Tak, to wciąż program informacyjny stający w szranki o laur najbardziej opiniotwórczego i najlepszego między Odrą a Bugiem. To nie miała być metafora, ani kąśliwa publicystyka, to żaden tam sarkazm. On relacjonował zabawę w berka ze świnią. Nic więcej. Powaga. Przez kilka minut spomiędzy palców, zażenowany, obserwowałem walkę zdyszanych mundurowych z wieprzem/maciorą (niepotrzebne skreślić), klnących, ustalających strategię, a wszystkie te wysiłki komentował i celnie puentował ów uczeń Torańskiej i Kapuścińskiego. Maciej Mazur zadał sobie następnie trud, by z mikrofonem wypytywać kilku gapiów o opinię. Błyskotliwe, prawda?
Nie, to mi się nie śniło.
Zastanawia mnie, co kieruje Maciejem Mazurem, gdy wybiera temat newsa, który w porze największej oglądalności zapoda narodowi. Zastanawia mnie reakcja jego kolegów. Wyobrażam sobie również małego Macieja Mazura, powiedzmy 11-, 12-tolatka, gdy zasypiał we flanelowej piżamce marząc o karierze dziennikarskiej, marząc o tym, jak będzie nieść kiedyś w naród kaganek wiedzy, jak będzie budować społeczny kapitał, jak będzie kiedyś służyć prawdzie, wbrew cenzorom (te lata przypadły mu wszak na PRL), jak będzie konstruował jasny, przełomowy, śmiały przekaz, ku pokrzepieniu serc, ku zaspokojeniu wygłodniałych umysłów, jak z kamerą i mikrofonem będzie informował o doli i niedoli maluczkich, jak będzie biegł im z pomocą i nagłaśniał każdy, uwagi godny przypadek. Po obejrzeniu takich materiałów lubię też wyobrażać sobie, jak - dla odmiany - dorosły już Maciej Mazur zamyka powieczki po ciężkim dniu z poczuciem dobrze wykonanej roboty. Pewnie się zmęczył jadąc na tę wieś. A jak się ktoś zmęczy, to znaczy, że popracował, że za byle jaką chałę kasy nie bierze. Ciężko zaprasowany grosz. W terenie był, blisko ludzi, blisko świata, ich spraw, w końcu to prawdziwy dziennikarz. Czuł zapach życia, można rzec, choćby pachniało potem i chlewem. To nawet lepiej. Prawdziwiej.
Jedno jest pewne, Maciej Mazur zadziwia. Bywa idolem. Nie mam wątpliwości, że jest on idolem innego TVNowskiego wirtuoza, Pawła Abramowicza, który również podnosi rękawice w najbardziej zdumiewających tematach, jednak zawsze, gdy mam wrażenie, że Abramowicz już, już depce po piętach Mazurowi, ten wynajduje taki wątek, że odsadza Abramowicza na kilka długości. Tylko wąchać dym za Mazurem i oglądać jego mknące podeszwy. Na rzeczonej uciekającej świni zajechał tak daleko, że Abramowicz jeszcze długo go nie wypatrzy, co dopiero dogoni. Choćby Abramowicz mknął jak meteor nad Rosją.
Czytałem ostatnio nostalgiczny, ale i samokrytyczny wpis pewnego dziennikarza sportowego, który żali się mediom, że zamieniły go w kretyna. Że wie, czym jeździ Martyna Wojciechowska, z kim rozwodzi się Rozenek, a nie wie, kto wchodzi w skład Komisji Europejskiej, albo rządzi Chinami. Frajer. Nie wie, że dziennikarze winni być uszami i oczami narodu? Nie ma się już do czego przyznawać? Nie ma czego obnażać? Zamiast kompromitować dziennikarski stan niech zapisze się na korki u kolegów z branży. Choćby i do pana Mazura. Bo o wiedzę Macieja Mazura jestem spokojny – tworzy najlepszy zespół dziennikarski RP.
Dzięki Maciejowi Mazurowi nie wiem, czym jeździ Wojciechowska, nie mam podobnych rozterek. Wiem za to, że kilku policjantów łapało w pocie czoła świnię na wiejskiej drodze. Dziękuję panu, panie Macieju. Dziękuję ci, redakcjo Faktów, za tak wyśrubowane standardy.

Tomasz Kozłowski

Tomasz Kozłowski

jest socjologiem, pracuje w Katedrze Edukacji i Nowych Mediów Wydziału Nauk Społecznych Collegium Da Vinci w Poznaniu.

Wstecz

comments powered by Disqus