Jacek Krzysztofowicz

Brama

Grafika z IStock

Jesteśmy stworzeni do życia – życia pełnego i spełnionego. Istniejemy, by żyć tu – po tej stronie bramy.

Odkąd pamiętam, dzień 1 listopada, czyli wspomnienie Wszystkich Świętych, popularnie nazywany też Świętem Zmarłych, zawsze był dniem o bardzo jednoznacznym charakterze. Powszechnie podejmowanym wyprawom na cmentarze i nawiedzaniu grobów bliskich zmarłych towarzyszyła refleksja i zaduma – doświadczenie to dzieliły ze sobą zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące. Wspominaniu zmarłych nieuchronnie towarzyszyła refleksja nad własną przemijalnością...

Tak było kiedyś. Ostatnie dwadzieścia kilka lat przyniosło wyraźną zmianę związaną z upowszechnieniem się Halloween. Być może ta zmiana jest dobra – w pełne smutku i powagi, często nadmiernie skupione na martyrologii obchody wniosła ona aspekt zabawy mającej w zamierzeniu pomóc oswoić fakt śmierci. Być może jest ona zła – powoduje nie tyle oswajanie, co raczej banalizację i odcinanie się, a dotychczasowa powaga została utopiona w hałaśliwej zabawie.

Może to dobrze, a może źle. Tak czy siak, niezależnie od tego, czy ten fakt jest dla nas codziennym ciężarem, czy też całkowicie wyrzucamy go z naszej świadomości, niczego to nie zmienia: ona i tak do nas przyjdzie. Ona – śmierć.

Śmierć to słowo, które – gdy je odniesiemy do samego siebie – potrafi wywołać dreszcz. Wypowiadając je, stajemy przed czymś nieznanym i niepojętym, co nas w jakiś perwersyjny sposób zarówno przyciąga, jak i wystrasza. Stajemy wobec bramy – wobec konieczności przejścia przez nią, bez pewności, co nas za nią czeka. Wiemy jedynie, że będzie to coś, co jest pod każdym względem inne od tego, co było nam znane. Śmierć zawsze jest obecna w naszej świadomości – całe życie zerkamy w stronę bramy, zadając sobie pytanie: co nas czeka, kiedy już przejdziemy na tamtą stronę?

Być może uda się nam przedostać na drugą stronę, zachowując godność i wewnętrzny pokój, być może zrobimy krok na drugą stronę z łatwością, bo już nic nas tu nie będzie trzymało, a może nas – opierających się – ktoś będzie musiał przepchnąć przez to przejście na drugą stronę. Nie wiemy tego.

Co będzie po drugiej stronie? Czy będzie tam Ktoś, coś, czy nic? Nie wiemy tego… Stojąc przed tą bramą, uświadamiamy sobie naszą niemoc, zatrzymujemy się i pojmujemy, jak jesteśmy mali i zupełnie zdani na to, co ma być, co się musi wydarzyć.

Co więc możemy zrobić? Możemy żyć. Pozostaje nam życie w całej jego pełni. Zamiast patrzeć z trwogą w stronę bramy śmierci, zawsze możemy się odwrócić ku życiu i przyjąć je całe z wdzięcznością i radością.

Bo jesteśmy stworzeni do życia – życia pełnego i spełnionego. Istniejemy, by żyć tu – po tej stronie bramy. Spełnione życie to takie, które chcielibyśmy jeszcze raz przeżyć tak samo, niczego w nim nie zmieniając. Jeśli, doszedłszy do kresu, chcesz czuć, że twoje życie dobrze się wypełniło, to żyj w taki sposób, że gdybyś dostał drugą szansę, niczego byś w nim nie chciał zmienić.

Prawdopodobnie każdy z nas patrząc wstecz, ma poczucie, że do tej pory mu się to nie udawało – być może dziś dokonalibyśmy innych wyborów, być może żałujemy straconych szans, momentów, gdy z lękiem cofnęliśmy się przed życiem, zamiast z niego czerpać pełnymi garściami... Przeszłości nie da się już zmienić, ale przecież ciągle istnieje przyszłość. Możemy więc ciągle próbować takim uczynić dzień dzisiejszy i jutrzejszy – i wszystkie, które przyjdą potem, ile ich przed nami jest. Możemy starać się uczynić je dniami spełnionymi.

Jacek Krzysztofowicz

Jacek Krzysztofowicz

jest teologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, małżeństw i par. Współpracuje z Polskim Instytutem Ericksonowskim w Łodzi.

Wstecz

comments powered by Disqus